5/2009
Z ziemi włoskiej do Polski
Tym razem piszę do was z Rzymu, z małego hotelu ukrytego przy jednej z bocznych uliczek Campo de’ Fiori. W centralnym punkcie placu, który w dzień pełni funkcję najważniejszego rzymskiego targu, a w nocy zamienia się w wielką pizzerię, stoi pomnik Giordana Bruna, spalonego na stosie przez inkwizycję filozofa i dominikanina, który stworzył w XIX wieku Ettore Ferrari. Giordano z pomnika ma posępną minę, którą ledwie widać zza naciągniętego na głowę kaptura, w dłoni trzyma księgi, stoi twarzą w stronę Watykanu. Podobno w ten sposób rzeźbiarz zrobił aluzję do walki o wolność słowa, także o świeckość państwa. Tematy te zdominowały akurat majowo-czerwcowy numer naszego magazynu, przede wszystkim za sprawą Kuby W., który konsekwentnie walczy z brunatnym kolorem w polskich mediach, z patriotyzmem bazującym na Sienkiewiczu, Plebanii oraz dziełach Romana Dmowskiego, z katechezą uprawianą przez tabloidy oraz publiczną telewizję. Z Polską Paździerzową, w której pomniki stawia się właśnie Dmowskiemu, i to stawia je twarzą w stronę Sejmu. – Czy patrioci polscy to już tylko ci, którzy nie znają języków lub nie dostali wizy? – pyta prowokacyjnie Wojewódzki, a ja myślę o polskich turystach w Rzymie. Nie widzę ich stłoczonych przy fontannie di Trevi, nie ma ich przy Schodach Hiszpańskich, nie przechadzają się via Condotti. Większość z nich koczuje w Watykanie – raczej w Bazylice Świętego Piotra niż w Muzeach Watykańskich. Modlą się przy grobie papieża Polaka, rzucają karteczki z życzeniami, kultywują odpustowe rytuały. Fotografują się na tle Piety, grupowo, rzędami, co daje efekt jak ze zdjęć Martina Parra. Fotografia zastępuje im spojrzenie, Matka z Piety nie patrzy już na nich smutno (z wł. pietà – miłosierdzie, litość). Robi to za nią Giordano Bruno.
Hanna Rydlewska










