4/2009
Akty i fakty
Jeśli się o czymś nie mówi, to nie istnieje. Taką zasadę często stosują mężczyźni, w odniesieniu do niewygodnych dla siebie tematów. Zazwyczaj wyśmiewam podobną postawę, jednak praca nad materiałem o współczesnym obliczu spowiedzi skłoniła mnie do zastanowienia się nad gestem wypowiedzenia. Spowiadamy się księdzu, mamie psychoanalitykowi, ale w gruncie rzeczy osoba słuchająca jest nieważna. Liczy się sam akt. w którym nasze myśli zmieniają się w słowa, wydzielają się z nas i po trosze przestają do nas należeć. Nie ciążą już nam, jednak same nabierają ciężaru. Niedawno znajomy pan taksówkarz opowiedział mi historię: wsiadł do jego wozu mężczyzna, poprosił o włączenie licznika i nie podał docelowego adresu, tylko zaczął mówic. O kłótni z żoną, o problemach ze zdrowiem i pracy. Powiedział, co miał, zapłacił 70 złotych i wysiadł. Taksówkarz uszanował tajemnicę spowiedzi i zrelacjonował mi rozmowę bez zbędnych szczegółów. Ja robię identycznie, bo to raczej ja bywam spowiednikiem niż się spowiadam. Tam mam w życiu prywatnym, ale pomyślałam sobie, że wywiady są również wymyślną formą spowiadania ludzi. Na szczęście bez wymuszonego aktu pokuty. Ewa Kasprzyk po naszym długim, obfitującym w głośne wybuchy śmiechu wywiadzie powiedziała dokładnie tak: - Już nic więcej dzisiaj nie powiem. Powiedziałam wszystko. Nawet rzeczy, o których nie wiedziałam. Ewa Kasprzyk, która jest absolutnie boska, a w dodatku nie usiłuje post factum połykac słów, którym raz dała wolnośc. Wyzwolenie rozpoczyna się właśnie na poziomie języka. Wyginajcie go śmiało tej wiosny.
Hanna Rydlewska










