12/2009
Ten papieros tuż po i ten szampan tuż przed
To był rok ciężkiej pracy, rozmów wagi ciężkiej i galopującego kryzysu. Ci, którzy mieli pracę, narzekali, że pracy przybywa, a pieniędzy ubywa. Ci, którzy ją stracili, nie mogli znaleźć następnej i pogrążali się w – jak ja to nazywam – wyjątkowym
stanie szlafrokowym (polega on na całodniowym snuciu się w szlafroku po mieszkaniu, gotowaniu potraw z produktów, które zostały w kuchennych szafkach, oglądaniu powtórek seriali itd.). Tym, którzy nigdy jej nie szukali, było lżej, bo w czasach kryzysu szukanie pracy jest ekstrawagancją. Czy posiadanie stałego zajęcia, pracy od – do, jest faktycznie takim błogosławieństwem? Nasi felietoniści, zupełnie niezależnie od siebie, przypadkowo (chociaż czy istnieją przypadki?
Szymon Hołownia, nasz bohater okładkowy, powiedziałby zapewne, że nie, a lampka na jego biurku zamigałaby wówczas tajemniczo) spojrzeli na temat pracy z dwóch odmiennych perspektyw. Jakub Żulczyk zamarzył, by porzucić stan wolnego zawodu, który w praktyce oznacza bycie w pracy non stop i brak mentalnego urlopu. Paulina Reiter, biorąc na warsztat projekt filmowy pod zbiorczym tytułem Demakijaż, zaczęła się z kolei zastanawiać nad tym, dlaczego pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków nie potrafi cieszyć się życiem, co ma ścisły związek z problemami korpopracy. „Ręka do góry, kto kiedyś pracował w korporacji i nie zastanawiał się, czy prawdziwe życie go nie omija, słuchając opowieści niebieskich ptaków: podróżników, którzy właśnie objechali świat, artystów nagrywających następną płytę, artystów otwierających wystawę sztuki krytycznej bądź bezkrytycznej. Na pewno, myślimy, życie poza korporacją jest piękniejsze, mniej banalne”. Wśród Was, naszych czytelników, są przedstawiciele obu grup. Każda z nich ma swoje racje, z którymi trudno byłoby polemizować. Bo jak mówi Bartek Topa, porucznik Mróz z filmu Dom zły Wojciecha Smarzowskiego: „Prawda? Nie ma takiej”. Co akurat ma dosyć złowrogi, orwellowski wydźwięk. Gdybym miała wybrać, który model – korporacyjny czy freelancerski – jest mi bliższy, powiedziałabym, że jednak ten pierwszy. Bo codzienne wychodzenie z domu i dzielenie czasu za pomocą roboczogodzin jest zbawienne dla mojej psychiki. Aczkolwiek z modelu drugiego przejmuję przesadę, nadgorliwość, skłonność do mieszania pracy z prywatnością. „Ja mam taki głupi problem, że moja praca jest ze mną cały czas, jest przyczepiona do mnie jak nieusuwalny rzep i nie chce mnie puścić” – pisze o sobie Jakub Żulczyk, ale przecież to także o mnie. W Polsce nie ma etosu pracy, nie ma protestanckiego zapału do pracy, nie jest on przynajmniej wpisany w naszą tradycję. Jest za to zapał nabyty, przywleczony z Zachodu i sztucznie u nas przeszczepiony. Lubić swoją pracę – czy to, Waszym zdaniem, jest podejrzane? W tym numerze „temat: praca” pojawia się za sprawą bardzo różnych od siebie bohaterów: Sasha Grey, gwiazda filmów porno zza oceanu, przekonuje nas, że żadna praca nie hańbi, Marta Trakul, urzędniczka XXI wieku, prowadzi na naszych łamach pracę u podstaw i walczy o to, żebyśmy żyli bardziej świadomie (w tym bardziej eko), a Szymon Hołownia mówi nam o pracy nad sobą. Między innymi. Ale głównym tematem naszej rozmowy jest jednak religia, także w wymiarze pop oraz w kolorach tęczy. Jestem ciekawa, czy ten wywiad Wam się spodoba. Bo pracować dla Was, zgadywać, co Wam sprawi przyjemność (lub co Was ukłuje), to dla mnie wciąż niezłe źródło adrenaliny. Na Nowy Rok życzę Wam, żebyście byli szczęśliwi. Po prostu.
Hanna Rydlewska










