AVATAR
Karolina Gruszka jest trochę jak mistrz zen. Uważa, że prawdziwa rzeczywistość jest tu i równocześnie gdzie indziej. Że sztuka jest środkiem do jej poznania, ale ten, kto jej choć raz nie poczuł, nie może być wiarygodnym artystą. Opowiada o tym, że im bardziej szuka porządku, tym więcej znajduje chaosu i o tym, co wydarzyło się w dzieciństwie i jeszcze wcześniej. Ale tak naprawdę słowa są nieważne. Po prostu podłączcie swoje warkocze do źródła.
Hanna Ry dlewska: Co ci jest niezbędne do życia? Mam na myśli potrzeby psychiczne.
Widziałyście Avatara? Członkowie plemienia Na'vi mieli takie warkocze, którymi się podłączali do matki natury. Do życia niezbędne jest znalezienie dla siebie czegoś, do czego można się podłącz
Urszula Jabłońska: A ty do czego się podłączasz?
Wierzę w możliwość podłączenia do absolutnej energii miłości, którą jest Bóg. Ale każdy sobie to nazywa, jak chce. To nie znaczy, że potrafię być ciągle podłączona, ale zdecydowanie mam taką potrzebę i szukam różnych metod, żeby się nie dać wyrywać z gniazdka.
UJ: Jakie to m etody?
Wsłuchuję się w ciszę, którą mam w środku. Robię to poprzez regularne medytacje, poprzez rozmowę z tym „czymś”, do czego się podłączam, czyli właściwie przez modlitwę. Szukam w sobie uważności, delikatności i wrażliwości. Staram się przenosić medytację na codzienne życie. Ciągle pozostawać w kontakcie ze sobą, ze światem, no i właśnie z tym„czymś”.
HR: Mam wrażenie, że generalnie jesteś osobą, która nie lubi nadmiaru, woli się skoncentrować na jednej rzeczy.
Rzeczywiście, mam w sobie nieufność do tych wszystkich sytuacji w życiu, które wymagają ode mnie naddatku energetycznego, kiedy trzeba być trochę weselszym, niż się jest, trochę ładniejszym, niż się jest, trochę szybciej i głośniej mówić, kiedy nie do końca udaje się wygospodarować przestrzeń, żeby po prostu być sobą. To wynika z mojego temperamentu – jestem raczej introwertyczna. Z biegiem lat staram się nie pozwalać sobie na to, żeby żyć nie do końca swoim życiem.
HR: Jak godzisz swój zawód z tą ideologią?
W tej chwili mój zawód jest dość harmonijną kontynuacją tej ideologii. Aktorka jest bardzo zależna od reżysera, od tekstu, od instytucji, w której pracuje. Mam wielkie szczęście, że mogę robić to, co chcę. Chociaż o ile udało mi się spotkać odpowiednich ludzi i mogę sama wybierać teksty, nad którymi pracuję, to jeżeli chodzi o instytucje, jest już trudniej. Ja zrezygnowałam z etatu w teatrze, ale większość teatrów w Warszawie jest etatowa. Mamy z Iwanem [Wyrypajewem – reżyserem i mężem Karoliny – przyp.red.] jakiś projekt, który chcemy realizować w Warszawie, mamy wymarzoną obsadę aktorów, z którymi chcielibyśmy się spotkać, ale nagle okazuje się, że nie ma miejsca, w którym moglibyśmy to zrobić. Teatry mają swoje zespoły i trzeba angażować właśnie tych aktorów. Takie są wymogi i z jednej strony to jest zrozumiałe, bo to są często bardzo dobrzy aktorzy, ale jeżeli masz wymarzoną obsadę i nie chcesz iść na kompromis, okazuje się, że jest trudno. Ostatnio zdarzyło się nam zrezygnować z realizacji projektu w Warszawie. Oddaliśmy tekst innemu reżyserowi, a potem zrobiliśmy go w Moskwie na swoich warunkach.
UJ: Żadnych kompromisów?
W teatrze nie chcemy iść na kompromis. To jest nasze święte miejsce. Mamy wiarę w to, że sposób, w jaki sobie wszystko wymyśliliśmy, ma sens i dlatego walczymy.
HR: Teatr to sacrum, a film to profanum?
Tak ostro bym tego nie powiedziała. Natomiast dla mnie rzeczywiście projekty teatralne są częściej bezkompromisowe. W filmie to się zdarza rzadziej, pewnie dlatego, że pracuje przy nim więcej osób, w związku z czym jednak ten kompromis wypracować trzeba. Poza tym, mimo że w polskim kinie dzieje się coraz lepiej, to ciągle brakuje scenariuszy, które by dawały aktorowi taką głębię, jaką dają teksty teatralne.
Mam to szczęście, że mam obok siebie męża, który jest autorem i którego teksty wynikają z naszych wspólnych poszukiwań. To jest sytuacja idealna – wychodzę na scenę i mówię o tym, co jest dla mnie najważniejsze. Mogę sobie pozwolić na stuprocentową uczciwość. Nie tylko zgadzam się z tymi tekstami pod względem merytorycznym, ale także inspiruje mnie ich poetycki język. Ale zgadzam się, że takich tekstów we współczesnym dramacie nie ma zbyt dużo.
HR: Nie wiem, czy widziałaś Jacksona Pollescha w Teatrze Rozmaitości. Tam nie ma tekstu, nad którym można by pracować. Centralnym punktem spektaklu staje się aktor.
Dla mnie jednak ciekawsze jest pracowanie nad zakończonym tekstem, do którego mam zaufanie. Kiedy nie jest tak, że to ja do siebie dostosowuję to, co się dzieje na scenie, tylko kiedy muszę się dostosować do gotowego tekstu. Kiedy muszę się na niego otworzyć – na coś, co jest dla mnie w wielu aspektach nowe. W związku z tym uruchamiają się we mnie nowe rzeczy, czasami dla mnie niespodziewane. To są odkrycia. Natomiast w momencie, kiedy ja jestem punktem wyjścia, jest mniej możliwości, żeby z tego wynikło coś fascynującego.
HR: Uważasz, że sztuka powinna traktować o czymś uniwersalnym? Że nie powinna być dosłownym komentarzem do rzeczywistości czy publicystyką?
Ja szukam w sztuce przede wszystkim rozmowy. Oczywiście, rozmowy na tematy, które są aktualne i ważne. Jednak bardziej niż to, o czym rozmawiamy, interesuje mnie samo spotkanie – rzeczywisty, nieudawany kontakt. Teatr jest dla mnie miejscem, gdzie taki kontakt może się wydarzyć. Największe znaczenie ma to, jaka energia się rodzi i z czym w środku wychodzimy ze spektaklu. Nie w głowie, tylko bardziej gdzieś w sercu.
Więcej na łamach listopadowego Exklusiva !
Tekst: Hanna Rydlewska, Urszula Jabłońska
Foto: Krzysztof Kozanowski
FOTO
asystenci fotografa: Filip Zwierzchowski, Maciek Łomnicki / Studio Bank
stylizacja: Andrzej Sobolewski / D'VisionArt
asystent stylisty: Edvard Mess
makijaż: Gonia Wielocha / Van Dorsen Talents
włosy: Klaudia Jaśpińska
scenografia: Natalia Mleczak
produkcja: Paulina Pawłowska
Podziękowania dla Studio Bank & Photoproduction, www.photoproduction.pl
Podziękowania dla Delikatesy Esencja, www.delies.pl, ul.Marszałkowska 8, Warszawa, tel. 22 480 80 18