Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Ziemia jak kuleczka

Według autorów, Google Earth to aplikacja, "dzięki której mnóstwo zdjęć Ziemi wraz z przydatnymi informacjami geograficznymi trafia na pulpity naszych komputerów". Słowa te zabrzmią jeszcze skromniej, gdy zobaczymy jak ciekawy fenomen kulturowy stał się udziałem autorów najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej.

Szukaj szwagra
W wielkim skrócie: Google Earth umożliwia podglądanie kuli ziemskiej. W przeciwieństwie do znanego i lubianego Google Maps (www.maps.google.com), tutaj Ziemia jest trójwymiarowa i okrągła, możemy ją obracać i nią kręcić, jak tylko chcemy. Funkcją, dla której Google Earth emanuje psychodeliczną magią i staje się znakomitym narzędziem do wykładów na temat względności roli, jaką ma odgrywać homo sapiens na Ziemi, jest naturalnie lupa. Zoomować możemy dowolny punkt naszej planety, z tym że - ze względu na dostępność satelitarnych obrazów, z których Google ułożyło sobie naszą planetę - w te mniej popularne i mniej zaludnione zwykle nie wejrzymy zbyt głęboko. Natomiast duże miasta i "losowe rejony w wysokiej rozdzielczości" z reguły dają się powiększać tak, że widać na nich praktycznie małe mrówki - pieszych na ulicy. Redaktorka Agata Nowicka ujrzała samochód zaparkowany przed swoim domem na Kaszubach i zapewniła nas, że to żółte auto należy do jej brata.

Ucz i baw się
To oczywiście dopiero początek. Poza szeregiem funkcji, które każda porządna internetowa aplikacja posiadać dzisiaj musi (mam na myśli wbudowaną wyszukiwarkę, możliwość zapisywania ulubionych lokacji i dzielenia się nimi z innymi), Google Earth jest narzędziem interaktywnym i pozwala dowiedzieć się wiele o świecie. Kolejne informacje prezentowane są w formie warstw. Wystarczy kliknąć w banki/bankomaty, a zaraz ujrzymy ich rozmieszczenie na mapie miasta. W ten sam sposób możemy brać pod lupę szereg różnych czynników: od miejsc noclegowych, poprzez kluby, na danych demograficznych skończywszy. Atrakcyjność zwiększają warstwy opracowane wespół z NASA i National Geographic - dzięki nim możemy obejrzeć z lotu ptaka wyżynę, gdzie odkopano szczątki praczłowieka, potem przybliżyć ją sobie do maksimum, a następnie obejrzeć zdjęcie wykonane na miejscu przez fotografów. Wszystkie punkty nanoszone na mapę są "klikalne", co oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że po kliknięciu odsyłają nas do określonego miejsca w sieci. I tak każdy punkt na mapie ma potencjalnie możliwość posiadania własnej strony internetowej, zaś ze stron WWW przy pomocy jednego kliknięcia trafiamy do określonego punktu na Ziemi w kilka sekund. Prawda, że cudowne?

Dodaj swoje trzy grosze
Ciekawe, że nie wesołe zoomowanie w środku dżungli z nadzieją ujrzenia małpy na drzewie, czy Lessie w Loch Ness, tylko możliwość współtworzenia społeczności i samych map, zapewnia Google Earth popularność. Zdaniem niektórych, jest to narzędzie tak rewolucyjne, że w internetowej skali równać mu się może tylko pierwsza graficzna przeglądarka Mosaic, dzięki której dzisiejszy internet wygląda, jak wygląda. Internauci piszą więc posty na googlowym forum, podając w nich dokładne współrzędne, następnie zaś wskazane przez nich punkty na mapie wraz z opisami zostają naniesione na mapę, którą wszyscy możemy oglądać.
W Szczecinie, który w przeciwieństwie do Poznania znalazł się w strefie wysokiej rozdzielczości, znajdziemy podpisane indywidualne samochody na ulicy, i jedną stancję noclegową. Zaś przy Wałach Chrobrego znajdziemy adnotację, że to, owszem, ciekawe miejsce na piwko, lecz trzeba uważać na mundurowych. Nie są to może spostrzeżenia, których potrzebuje każdy odwiedzający Szczecin turysta, ale, podobnie jak Wikipedia, Google Earth potrzebuje czasu i wspólnej pracy, by zacząć służyć internautom. Do dzieła!
Tekst: Michał Leśniak