Peaches: Buszując w buszu
Kanada pachnie nie tylko żywicą i Celine Dion. Świat kreowany przez Merrill Nisker, znaną bardziej jako Peaches, poraża mnogością aromatów pochodzenia poza balsamicznego. Zamiast dostojnych sekwoi, piosenkarka proponuje nam Krzak(i), spowite oparem ze studzienki kanalizacyjnej. Tu nikogo nie dziwi obecność zużytych prezerwatyw i pozostałości po bankietujących heroinistach. Można zatem pomyśleć, że “Impeach My Bush” – najnowsza płyta artystki – opisuje wyjątkowo obrzydliwy zakątek piekła. Nic z tych rzeczy. Wnikliwa obserwacja ujawnia, że smrody zostały skomponowane przez awangardzistów z branży perfumiarskiej, rzekomi narkomani mają modne fryzury, a owe kondomy to w istocie ciasteczka o ekscentrycznym kształcie. Nie próbuję tu zarzucać Peaches tworzenia fikcji bez pokrycia. Nie wątpię, że artystka, która w wywiadzie dla sieciowego zine'u “Venus” wymienia słowo “pizda” jako ulubiony wyraz obcy (rosyjski!), opowiada o swoich doświadczeniach.
Klimat Berlina, w którym Peaches mieszka, sprzyja zresztą dekadencji. Ale nagrywając “Impeach My Bush”, Peaches opuściła jednak swoją bazę mieszczącą się w centrum kultury Tacheles w dzielnicy Mitte i rzuciło ją za ocean. Być może owo “totalne doświadczenie L.A.”, o którym artystka wspomina w expose dla “Rolling Stone'a”, jest jednym z istotnych kryteriów powstania płyty. Należący niegdyś do perkusisty Toto dom z pięcioma sypialniami, studio i podgrzewanym basenem z pewnością sprzyjał zamaszystym gestom w prawdziwie hollywoodzkim stylu. Do pracy rekrutowano archetyp “bad girl” – Joan Jett, która śpiewa i gra na gitarze w “You Love It”, perkusistkę Samanthę Maloney (Hole, Motley Crue), Josha Homme'a z Queens Of The Stone Age, obsługującą sekwencery JD Samson (Le Tigre), oraz niegdysiejszą współlokatorkę Leslie Feist. Ten rój celebrities wywiera wyraźny wpływ na kształt płyty, która jest bez porównania lepsza od wydanego trzy lata temu “Fatherfuckera”. Mocno poparte metalowymi riffami i naszpikowane elektroniką piosenki dają Peaches pewność okupowania list przebojów. Praktycznie każdy track wydaje się skrojony do potencjalnej singlowej kariery. Naturalnie, poddane produkcyjnej polerce utwory będą przez kolejny rok czy dwa masakrowane przez modnych remikserów. Lada chwila na singlu CD ma się ukazać remiks “Downtown” autorstwa nośnego Simian Mobile Disco. Tytułowe “dolne miasto” nie odnosi się tu zresztą do planistycznego centrum, bowiem Peaches oznajmia, że zamierza “zabrać cię do dołu, pokazać różne rzeczy”. Mając na uwadze liczne i dość już męczące przejawy epatowania waginalnymi i fallicznymi obsesjami artystki, należy przypuszczać, że nie będą to sklepy ze zdrową żywnością.
Tekst: Jacek Staniszewski