Rowery, haribo i design
W centrum miasta uwagę przyciągają ludzie na rowerach. Jest ich mnóstwo – mają stylowe pojazdy i sami wyglądają stylowo właśnie. Takiego estetycznego wyczucia, jaki prezentują kopenhaskie rowerzystki, nie widziałam w żadnym innym mieście. Rower w tym mieście to podstawa. Rowerzysta zawsze ma pierwszeństwo, a zimę przetrwa, zakładając specjalny gumowy skafander. Rowery często giną – to fakt – ale zazwyczaj w weekendowe noce. Po wyjściu z pubu każdy wsiada na to, co akurat pod ręką… Porzucone bicykle można potem kupić za grosze na specjalnych wyprzedażach.
Spejlaeg znaczy jajecznica
Bankerat przy Ahefeldtsgade to chyba najdziwaczniejsza knajpka w Kopenhadze. Jej okna wyglądają jak witryny sklepu łączącego w sobie kuśnierkę z galanterią. Zza szyb łypią na przechodniów wypchane zwierzaki ubrane w płaszczyki, marynarki, kapelusze. Podobne zresztą niespodzianki czają się wewnątrz, na przykład barany w wojskowych płaszczach, szczury w strojach karnawałowych.
Knajpiane zagłębie to Norrebro, a przede wszystkim ryneczek Sankt Hans. Położone są tu głównie kawiarnie (między innymi zabawna Pussy Galore’s Flying Circus czy Sebastopol Cafe & Brasserie), ale ma tu swoje miejsce też dostępna dla wszystkich pracownia ceramiki.
Największym klubem w okolicy jest Rust, gdzie często odbywają się koncerty, ale w pobliżu jest także Barcelona, czynna w weekendy do piątej nad ranem, czy Café Louise, w której przetrwać można nawet do śniadania. Optymalna godzina na klubowy coming out to, oczywiście, północ, wtedy puby i kluby zapełniają się rozbawionym towarzystwem. Dobrze wystylizowani i równie dobrze sytuowani trzydziestolatkowie stanowią jego zasadniczą część. Ogólnie nikt tu nie miota się po jakichś domówkach czy prywatkach. Ze znajomymi umawiać należy się w knajpie, a jeśli mężczyzna po paru drinkach zaprosi cię do swojego pałacu, to wiedz, że przyjmując zaproszenie, automatycznie zgadzasz się na spejlaeg,, czyli poranną jajecznicę.
Głowa Vadera i sweter Lacoste
Jeśli chodzi o zakupy, to można utknąć w gustownym Magazin du Nord – najstarszym w mieście domu towarowym, albo mniej ambitnie – wybrać się do Tiger, gdzie można kupić to i owo: porcelanę, małą kulę dyskotekową lub kwadratowe kredki.
Przy Stroget – najdłuższym deptaku w Europie – mieści się najstarszy butik w Kopenhadze. Norgard Paa Sytoget od prawie 30 lat sprzedaje wyselekcjonowane marki i produkcje rodzimych projektantów. Mówi się, że przyjęcie projektu do sprzedaży w tym butiku to pewny początek kariery. W Kopenhadze takich designerskich sklepików jest mnóstwo. Każda szanująca się modnisia wie, że podstawą garderoby jest coś niepowtarzalnego. A takie rzeczy kupuje się właśnie u projektantów. Albo w dobrym second handzie, których także jest tu kilka. Dostać w nich można nie tylko pantofelki z lat 70., sweter Lacoste czy spódniczkę Soni Rykiel, ale też głowę lorda Vadera, perski dywan czy sklepową maszynędo dystrybucji M&M-sów sprzed kilkunastu lat.
Czy jedzie z nami motorniczy
Dwie linie metra łączą centrum ze słabiej zaludnioną, ciągle zabudowywaną wyspą Amager. Tu znajduje się lotnisko Kastrup oraz Centrum Targowe. Kopenhaskie metro – chwalą się Duńczycy – to wyraz ich zorganizowania, bogactwa i słabości do dobrego designu. Wybudowano je w dwa lata, nie zamykając przy tym ani jednej ulicy!!! Jest nowoczesne i funkcjonalne, jeździ całą dobę (w nocy co 15 minut). Co ciekawe, zbudowali je Włosi – projektowała je firma designerska Giugaro, ta od Bugatti i VW Golfa. Jest to jedna z niewielu w Europie kolejek bezzałogowych, sterowanych automatycznie. Można więc obserwować tunel z pozycji motorniczego – przez przednią szybę wagonu. Jeśli chodzi o design, jest to coś w rodzaju narodowego hobby. Nazwisko Arne Jacobson (1907-1971) powtarza się tu jak mantrę. Trudno się dziwić, ten architekt i designer zaprojektował tu chyba wszystko, od sztućców po stację benzynową. Do najważniejszych jego prac należą: krzesło „Mrówka”, jeden z najczęściej powielanych wzorów na świecie, i SAS Royal Hotel Copenhagen. Jeśli zaś mowa o hotelach, jednego nie można przegapić: otwartego dwa lata temu Foxa – hotelu, w którym każdy pokój zaprojektował inny artysta. Po nocy w takim miejscu nic tylko wsiąść w auto i migiem do Louisiany – położonego nad morzem muzeum sztuki współczesnej.
Smarebrad i haribo
Den Sorte Diamant, czyli Czarny Diament to najnowocześniejsza biblioteka w Skandynawii. Gmach z granitu i szkła przegląda się w tafli wody jednego z kanałów. Na parterze mieści się restauracja, kawiarnia i księgarnia. Warto usiąść na chwilkę w Chwilce (Ajeblikket), zamówić kawę, by podelektować się niesamowitą architekturą oraz rewelacyjnym widokiem na kanał. W bibliotece znaleźć można niemal każdą pozycję, od ekskluzywnych wydawnictw po audiofilskie perełki – obsługa jest w pełni zautomatyzowana. Przed budynkiem plażują ci, którzy nie muszą ślęczeć nad tomami. Piknik to w ogóle jedna z ulubionych form wypoczynku kopenhażan. W każdej wolnej chwili pakują do koszyka smarebrad (kanapki) oraz haribo, do których mają wielką słabość, umieszczają dzieci w specjalnej przyczepce, wsiadają na rower i ruszają do najbliższego parku.
Wyimek:
Rower w tym mieście to podstawa. Rowerzysta zawsze ma pierwszeństwo, a zimę przetrwa, zakładając specjalny gumowy skafander.
Ogólnie nikt tu nie miota się po jakichś domówkach czy prywatkach. Ze znajomymi umawiać należy się w knajpie.
Tekst: Monika Brzywczy