

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Czy kobiety na Pandorze martwią się o cellulit na masywnych niebieskich udach lub marzą, by powiększyć malutkie piersi? Jaki Na’vi mają stosunek do seksu i czy już wymyślili psychoanalizę? Czy się zdradzają? Czy są tam frustraci, kobiety lekkich obyczajów, pedofile? Czy niebieskie stwory wzrusza blues? Jest luty, miesiąc komedii romantycznych, i już pewnie wszyscy zapomnieli, że widzieli Avatara, więc mój felieton trąci myszką. Jednak gdy zasiadam do pisania go, radio właśnie podało wiadomość, że w dwa tygodnie film zarobił miliard dolarów. Ponieważ nakłady finansowe związane z użyciem nowych technologii były ogromne, już produkowany jest drugi odcinek Avatara, bo teraz to już pikuś, a zyski zostaną pomnożone. Nieuchronność drugiego odcinka zrozumie każdy widz oglądający zakończenie filmu, gdzie naiwni mieszkańcy planety Pandora wypuszczają jeńców (ludzi), zamiast ich ukatrupić. Jasne jest, że kolejne próby podboju Pandory są nieuniknione, bo zachłanność ludzka nie zna granic. Co sprawiło, że miliony ludzi na całym świecie postanowiły obejrzeć ten film? Obietnica zupełnie nowego doświadczenia w kinie, możliwość zobaczenia nowych światów i cywilizacji, doświadczenie na pograniczu podróży w kosmos. Tymczasem dostajemy kreskówkę o niebieskich ludzikach z ogonami żyjących w zgodzie z naturą, których nawiedzają źli biali ludzie. Jest to połączenie Pocahontas w kosmosie (bo głównym wątkiem jest miłość kolonizatora do niebieskiej Indianki) z Tańczącym z wilkami w kosmosie. Jake Sully, były żołnierz, zostaje niebieskim awatarem po to, by zgłębić kulturę Na’vi i namówić mieszkańców, by przenieśli wioskę z miejsca, które leży na złożu drogocennego unobtainium, w jakieś inne. Jeśli się nie przeniosą, zostaną zaatakowani i wybici przez ludzi działających zgodnie z regułą: Korporacje nie lubią złej publicity, ale jeszcze bardziej nie lubią złych raportów kwartalnych. Sceny, w których główny bohater Jake Sully biega po pandorskiej dżungli ze swoją nową niebieską dziewczyną o długich nogach i małych piersiach, przypominają do złudzenia sceny miłosne z disneyowskiego Króla Lwa. Zgłębianie kultury ogranicza się tu do skakania po krzakach i pływania w stawie pełnym świetlików. Hakuna Matata! Może jestem trochę niesprawiedliwa, widzimy wszak także dwukrotnie rytuały ludu Na’vi, które polegają na medytacyjnym etnicznym zawodzeniu, trzymaniu się za ręce i bujaniu. Wielu recenzentów zwraca uwagę na polityczne aluzje – a to do wojny w Wietnamie (sceny w dżungli Pandory rzeczywiście wyglądają, jakbyśmy oglądali sequel Misji), a to hańby irackiej. Zwracają też uwagę na cenne ekologiczne przesłanie. No nie wiem. Jak dla mnie to bardziej wyraziste przesłanie miał Wall-e, a inteligentniejsze teksty Shrek. Czytając większość recenzji filmu Camerona, mam wrażenie, że nikt nie zauważył, iż jest to produkt stworzony głównie z myślą, by przerobić go na grę komputerową, której sprzedaż przyniesie kolejne miliardy dolarów. Osoby, które zachwycają się niesamowitą naturą, chyba dawno nie były na spacerze w lesie. Natomiast recenzent, który napisał, że „film estetycznie bije na głowę wszystko, co do tej pory stworzono w kinie”, najwyraźniej ma amnezję albo nie widział (już choćby tylko w gatunku SF) Odysei kosmicznej czy pierwszego Obcego. Widzę jednak szansę i dla mnie na wciągnięcie się w historię planety Pandora. Liczę na to, że powstanie serial, który rzeczywiście przestawi nam kulturę ludu Na’vi w całej rozciągłości, a nie po łebkach. Czy kobiety martwią się o cellulit na masywnych niebieskich udach lub marzą, by powiększyć swoje malutkie piersi? Jaki mają stosunek do seksu i czy już wymyślili psychoanalizę (czy jest tam jakiś niebieski Freud albo Woody Allen?). Czy się zdradzają i knują? Czy mają choć trochę poczucia humoru, czy ich dowcip ogranicza się do łapania się nawzajem za ogon (co widzimy w filmie)? Czy są tam frustraci, kobiety lekkich obyczajów, pedofile? Ponieważ obejrzałam wszystkie sezony Mad Manów, Californication i Dextera, serial Avatar mógłby wypełnić emocjonalną pustkę, w której zostałam. Oczywiście serial musiałby być nadawany w IMAX w 3D, bo obawiam się, że na małym ekranie domowego telewizora mogłabym go pomylić z kolejnym odcinkiem Smerfów.
PS Widziałam ostatnio też kilka doskonałych filmów, ale o nich tak fajnie się nie pisze – przede wszystkim każdy powinien zobaczyć Dom zły Wojtka Smarzowskiego, który powinien zostać polskim kandydatem w konkursie oscarowym. Nikt w Ameryce nigdy czegoś podobnego nie widział, a gwiazdy jak Tarantino czy chociażby Cameron schowałyby się pod czerwony dywan po projekcji. Genialny film, świetnie zagrany, spójny, estetycznie wysmakowany, w treści – raczej przerażający. Ale polskie obyczaje przedstawione w nim są tak egzotyczne, że członkowie komisji mogliby nawet uznać, że to też film z gatunku SF. x