Darek Błaszczyk: Słodko-gorzki Cókierek
Polskie kino offowe to śliski temat. Oczywiście jest to ogromna szansa na przedstawianie subiektywnych, bezkompromisowych opinii, ale tak naprawdę czemu „niezależne”? Na Zachodzie off usamodzielnia się od potężnych producentów i inwestorów, których u nas brak. Może więc rodzima niezależność przejawia się inaczej, jej wyróżnikiem są tematyka i oryginalność scenariuszy lub niechęć do podporządkowania się istniejącym trendom. Na pewno cechą charakterystyczną tych produkcji jest słaba strona techniczna i kiepska promocja. Zupełnie inaczej jest w przypadku najnowszego, klasyfikowanego jako niezależny filmu Darka Błaszczyka (znanego jako Cókierek) Niech żyje pogrzeb!!!, który zachwyca wyjątkową plastycznością i poetyką obrazowania. Po części jest to zasługa samego Cókierka, który łączy w swoich filmach wszechstronne doświadczenia. Jest absolwentem historii sztuki UW i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy, scenarzystą, reżyserem, artystą multimedialnym, VJ-em oraz współtwórcą grupy artystycznej Fabryka Cókierków i programów S-Forma dla TVP Kultura. Jednak w dużej mierze na jakość części wizualnej wpływ mieli także jego współpracownicy – warszawskie studio Lunapark, które wykonało wszystkie efekty komputerowe, oraz ekipa młodych scenografów, kostiumografów, charakteryzatorów i montażystów. Największą rolę odegrał operator Jan Holoubek, syn Gustawa Holoubka, absolwent PWSFTviT współpracujący m.in. z Edwardem Kłosińskim i Witoldem Sobocińskim. Holoubek pracował już z Błaszczykiem w 2004 roku przy filmie Tylko jedna noc opowiadającym o subkulturze klubowej i DJ Cókierka własnych doświadczeniach z muzykami. Film ten, z Janem Wieczorkowskim i Milką Van der Milś w rolach głównych, został nagrodzony na wielu festiwalach w całej Polsce. Sukces debiutu powtórzy pewnie Niech żyje pogrzeb!!! – oparta na debiutanckim opowiadaniu Pawła Składanka pod tym samym tytułem czarna komedia o polsko-niemieckich relacjach, tradycji i stereotypach. Rozgrywająca się w dramatycznych okolicznościach śmierci głównej bohaterki Marty Rose historia przedstawiona jest z wdziękiem i humorem przez ironicznego narratora. Śmierć w tym wypadku to jednak nie koniec, lecz początek wydarzeń, bo daje ona rodzinie mieszkającej po obydwu stronach granicy szansę na odnowienie kontaktów. Polska strona nalega, aby pogrzeb odbył się w ich rodzinnym mieście, więc prochy Marty lądują w ciężarówce Deutsche Post, a rodzina Rose w wynajętym busie. Emerytowana gwiazda filmowa, nastolatek lubiący przebieranki, mała dziewczynka i załamany, niedostrzegający sensu życia mężczyzna wyruszają w podróż na wschód, nie zdając sobie sprawy z tego, co ich tam czeka. A czeka ich chaos, morze wódki i niespodziewane zakończenie. Zamęt pojawia się przy najmniejszych próbach komunikacji między bliskimi, którzy w rzeczywistości są prawie obcymi sobie ludźmi. Prowadzi to do konfrontacji na wielu poziomach: lingwistycznym, religijnym oraz kulturowym. Przepaść pomiędzy stronami uwydatnia dodatkowo ewidentna stereotypizacja postaci. Wśród Polaków mamy Romana (Artur Dziurman), cwaniakowatego brata Marty, który z każdym pogada przy wódce, szczególnie z przejmującą się rolą kury domowej żoną Iwoną (Magda Woźniak) i ciągle polewającym przyjacielem Mańkiem (Przemysław Bluszcz), narratorem filmu. Jest też Andrzej (Rafał Rutkowski), świadek Jehowy z karykaturalnie metafizycznym podejściem do życia i wypisaną na twarzy dumą, który ceni religię nad własne szczęście. Niemiecka część rodziny ukazana jest jako znacznie bardziej uporządkowana i powściągliwa. Grana przez Ute Gerlach matka Hansa wydaje się nigdy nie tracić spokoju i nawet pozornie rozchwiany emocjonalnie nastoletni transseksualista Toro – w tej roli znakomity offowy aktor Christoff Mortagne – okazuje znacznie mniej emocji, niż moglibyśmy się po nim spodziewać. Jedynym, który opiera się schematowi, jest rozpaczający zupełnie nie po niemiecku Hans (Jan Uplegger).
Zdjęcia do filmu realizowane były głównie w Michałowicach pod Jelenią Górą, część z nich w zabytkowym domu, w którym mieści się siedziba alternatywnego Teatru Cinema. Różnorodność krajobrazu Kotliny Jeleniogórskiej pozwoliła na przedstawienie zarówno polskich, jak i niemieckich plenerów. Tajemniczość i filmowość tamtejszych gór zachwyciły szczególnie na co dzień pracującego w Hollywood Bruce’a Jurgensa, producenta efektów wizualnych. Wyłącznym producentem filmu Niech żyje pogrzeb!!! jest Follow Me Film Production – firma, która powstała zaledwie rok temu, a już brawurowo podbija świat festiwali. Ich pierwsza produkcja, polsko-hiszpański film Przebudzenie ze snu, jako jedyny debiut znalazła się w konkursie głównym XXX Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Mediafest” w Moskwie w czerwcu tego roku.x
Tekst: Olga Kamińska