89
196

Sindre Sandemo
Jaki pokazałeś film na tym festiwalu?
Volvo

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

CoriNne Mercadier: Odcisk na pamięci


Corinne Mercadier jest Francuzką, choć po rozmowie z nią można nabrać wątpliwości, czy w ogóle pochodzi z tego układu planetarnego. Jeśli nie ona sama, to z pewnością jej projekty fotograficzne mogłyby robić za prom kosmiczny na drugą stronę Księżyca. Jej fotografia w przeciwieństwie do kosmosu pozbawiona jest czarnych dziur. Na szczęście nie wystawia na Plutonie, lecz w warszawskiej galerii Yours
.

       Zapewne określiłabyś się bardziej jakoartystka niż fotografka? Artystka, którawykorzystuje fotografię.
Nie studiowałam nigdy fotografii. Kończyłam historię sztuki, następnie korzystałam w swoich próbach z różnych mediów, aż odkryłam Polaroid, który stoi w epicentrum mojego działania.

No właśnie, na czym ten proces fotografowania dokładnie polega? I dlaczego akurat Polaroid odgrywa w nim tak znaczącą rolę?
Proces zaczyna się od klasycznego zdjęcia, niezależnie, czy w technice analogowej, czy cyfrowej. Z tego zdjęcia robię odbitkę i znów ją fotografuję, tym razem Polaroidem. Natomiast to, co jest ostatecznym obrazem, to powiększenie z Polaroida.

Czemu ma to służyć
?
Między innymi naśladuje to proces zapamiętywania oraz interpretowania minionych zdarzeń. Pierwsze zdjęcie, czyli to
odnoszące się bezpośrednio do realu, jest zbiorem tego wszystkiego, co odcisnęło się w pamięci, lecz jako obraz jest jednocześnie nadmiarem i niedoborem tego, co znaczy, i tego, co widzialne. Polaroid natomiast jest już syntezą. Jest wykadrowany, inaczej oświetlony. Jest interpretacją lub wariacją na temat tego zdarzenia. To trochę jak nadawanie myślom kształtu. Staram się często zamknąć oczy i sprobować przypomnieć sobie, co i jak widziałam, jak czułam, i według tego stworzyć ostateczny obraz.

Przesuwasz w takim razie poziomy tego, do czego obraz fotograficzny normalnie się odnosi.

W pewnym sensie tak, a do tego muszę przyznać, że jest to niecodzienna wolność – nosić te wszystkie krajobrazy przy sobie, niczym brudnopis, gdzieś tam z tyłu głowy lub na papierze w szufladzie.

A co do samego Polaroida?

Polaroid jest techniką natychmiastową, zupełnie różną od innych. Każde takie zdjęcie ma swoją własną, niepowtarzalną
strukturę pod względem ziarnistości i skali kolorystycznej oraz tonalnej. Jest jak osobne medium, choć na usługach fotografii.

Fotografujesz głównie bliskich, jednak odzierasz ich z tożsamości – w zasadzie nigdy nie można dojrzeć twarzy na twoich zdjęciach. Twarz zdaje ci się zbędna w fotografii?

Ani trochę! Wydaje mi się, że wszyscy mamy coś takiego, co nazwałabym potrzebą twarzy, i zdaje się, że ta zasada tyczy się wszelkich form wizualnych, a zwłaszcza tej najbardziej przyziemnej – patrzenia na innych. Jednak w mojej fotografii rzeczywiście bardziej interesuje mnie ujęcie życia jako istnienia, stąd to abstrahowanie od twarzy. A co do bliskich, to świetnie mi się z nimi pracuje. To niesamowite, jak dobrze wiedzą, czego tak naprawdę potrzebuję do zdjęcia. Pracując w ten sposób, nie muszę w zasadzie w ogóle ich instruować. To zupełnie pozawerbalne porozumienie.

Mieszkasz w Paryżu. Jednak z twoich zdjęć wynika, że świadomie uciekasz od miasta.

Zgadza się. Do swoich zdjęć potrzebuję bardzo abstrakcyjnych krajobrazów, a abstrakcja rodzi się dla mnie w przestrzennej pustce, podczas gdy miasto jest po prostu pełne, przeładowane. Szukam plaży, wzgórz – miejsc zwieńczonych horyzontem, który dla mnie jest bardzo ważny, a nie znajdę go w mieście. Poza tym inspirują mnie miejsca, w których powietrze, woda, ziemia i czas są razem, a struktura miasta nigdy nie pozwala doświadczyć tego w pełni.

Czy to łączy się z tym, że przestrzeń, którą widzimy, ma duży wpływ na to, jak i o czym myślimy?

Absolutnie. Myślę nawet, że ten wpływ jest olbrzymi. Głównie chodzi o uzyskanie dystansu poprzez zapośredniczenie w tej nieskrępowanej przestrzeni; przestrzeni przyrody, która pozwala ci na abstrakcję, czyli dystans spojrzenia na swoje istnienie. Takie przestrzenie są dla mnie tym prawdziwym „na zewnątrz”, a miasta nie potrafiłabym tak nazwać. Uwielbiam architekturę, ale wykorzystuję ją dosyć wywrotowo. Szukam miejsc porzuconych i niepoukładanych, takich, które od architektury niemal próbują się oderwać.

Nie myślałaś w takim razie, żeby wyjechać z miasta?

Cóż... Mamy dom na południu Francji, w niesamowitym miejscu położonym nad morzem, ze wspaniałymi plażami, na których wylegują się różowe pelikany. Z jednej strony bardzo tam spokojnie, idyllicznie, z drugiej bywa tam okropnie wietrznie. Kiedy Christine [dyrektor artystyczna galerii Les Filles du Calvaire reprezentującej Corinne – przyp. red.] tam przyjechała, stwierdziła, że teraz rozumie, że można w życiu robić zdjęcia na pocztówki. Są po prostu takie miejsca absolutnie hipnotyzujące – ja godzinami potrafię tam siedzieć i nic innego nie robić, tylko patrzeć przez okno. Hm, może i chciałabym się tam przeprowadzić, ale codzienność trzyma mnie w Paryżu. Mój mąż tam pracuje, dzieci studiują,
a ja... uczę tam w szkole. Wiem. To trochę dziwne.

Myślę, że to świetne! Twoje zdjęcia, a także to, co mówisz, zmusza mnie, żeby zapytać cię, czy nie marzy ci się przypadkiem jakaś podróż w kosmos.

Heh. Tak, niewątpliwie coś w tym jest. Czytałam wszystkie książki Clarke’a, a 2001: Odyseja kosmiczna, do której Clarke
z Kubrickiem wspólnie napisali scenariusz, jest moim ulubionym filmem.

Może wykluje się z tego jakaś kolejna legendarna współpraca, np. NASA – Polaroid?

Wcale tego nie wykluczam. x
Tekst: Paweł Eibel