60
120

Anna Rozwadowska
Kim jesteś? / Co masz na sobie? / Na co lecisz?
...i dokąd zmierzam? / Marynarkę Elizy, spodnie Piotrka, fryzurę Kacpra, buty ze skóry naturalnej / Dziękuję, już się nalatałam

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Ścięta głowa Marii Antoniny: Barokowe Riot Grrrls

Niegrzeczne. Zainteresowane estetyką campowo-rokokową. Rozteoretyzowane i rozerotyzowane. Tworzą w myśl zasady, że im więcej i gorzej, tym lepiej. Przed państwem duet komiksiarek, graficzek i ideolożek - Ścięta Głowa Marii Antoniny!

Kojarzycie layout stron zespołów na MySpace? Trzy pytania – o członków zespołu, wpływy
i inspiracje – podsumowują twórczość zarówno muzycznych gigantów, jak i kompletnych
debiutantów. Postanowiliśmy, zamiast wstępu biograficznego, uczynić to samo z grupą artystyczną Ścięta Głowa Marii Antoniny. Zwłaszcza że dziewczyny same chętnie stosują subwersywne zabiegi rozsadzające kanony estetyczne i socjologiczne. I sytuują się zdecydowanie po lewej stronie osi politycznej. O ideolozapleczu swojej twórczości najlepiej zaś opowiadają same. Group members: Gosia Gajewska (graficzka po ASP) i Olga „Osa” Matuszewska (kulturoznawca po UW). Influences: japońskie kawaii i Maurycy Gomulicki, Beate Uhse, object art, riot grrrls, kultura queer i punk, liberatura. Looks like: Hello Kitty spotyka Maksa Horkheimera.

Dlaczego akurat ścięta głowa Marii Antoniny? W kontekście działań Decapitatora
(www.flickr.com/photos/the_deca pitator), usuwającego anonimowo głowy postaciom na plakatach reklamowych i billboardach, odnoszę wrażenie, że dekapitacja jest ostatnio sexy.
Gosia:
Maria Antonina kojarzyła nam się z high life’em, uosabiała próżniaczy establishment. Spodobała nam się symbolika tego rewolucyjnego gestu wygłodniałego ludu podnoszącego bunt. Chciałyśmy też, by była to kobieta. To taka ówczesna Paris Hilton.

Czy myśl o wywiadzie dla „Exklusiva”, sprzedającego miejscami takie właśnie wygładzone wizerunki, nie budzi w was niechęci?
Olga:
Wolimy prezentacje świadomie kiczowe z tanich gazet, campowe. Ale w takim medium jak „Exklusiv” możemy przemycić nasze treści.

Jak odnajdujecie się w artystycznym (pół)światku, gdzie sztuka też jest produktem?
O.:
Jesteśmy skazane na niszę. A brak pieniędzy i sponsora nie pozwala nam zrobić tylu i takich wystaw, jak byśmy chciały. Marzy nam się znalezienie sponsorów poza głównym obiegiem. Stąd pomysł, żeby wejść w kooperację przy druku prac z siecią sex-shopów Beate Uhse. Tyle że to też jest wielka korporacja, dla której trzeba by zrobić ostrą erotykę. Być może więc pozostaniemy na polskim podwórku i skontaktujemy się z Pink Pressem.

Gdzie w takim razie wystawiacie?
G.:
Planujemy w Ufie – miejscu skupiającym środowiska kobiece: lesbijskie, queerowe i feministyczne oraz w Galearni – kobiecej galerii. Zrobiłyśmy wizualizacje Masskotkom.

Strona poświęcona waszej twórczości – bardzo graficznej i obrazkowej, by nie powiedzieć, wizualnie krzykliwej – pełna jest teorii. Czy komiksy i ilustracje nie powinny bronić się bez tych wszystkich teoretycznych „didaskaliów”?
G.:
Teoria jest dla nas bardzo ważna.
O.: Dużo ludzi bez przygotowania kulturoznawczego czy genderowego, chociażby po ASP, nie ma zaplecza do zrozumienia esencji naszego przekazu. Bliska jest nam teoria liberatury, twórcze łączenie obrazu z tekstem. Bałyśmy się pozostawić zbyt dużą dowolność interpretacji, bo odcinamy się od sztuki abstrakcyjnej i formalnej. Nasza twórczość ma być bardziej dosłowna, agitacyjna. Na stronie www napisałyśmy też z przekory, że jest populistyczna.

Czy również polityczna?
O.: Może raczej kontrkulturowa. Wiele rzeczy negujemy: funkcjonowanie elitarnych środowisk artystycznych, wykluczanie całych mas odbiorców jako niegodnych obcowania z kulturą wysoką. Chcemy trafiać właśnie do nich.

Tylko jak?
G.: Mówić językiem prostym, hasłowym. Tworzyć grafikę pełną kolorów, wręcz infantylną. Bez cieniowania, perspektywy.
O.: Komiks to medium idealne. Tematyka (klabing w wydaniu alternatywnym, pełen muskularnych dresiarzy, którymi zachwycają się punkowe dziewczyny – przyp. red.) jest w pewnej mierze feministyczna, ale bohaterami zostali właśnie ci odrzuceni, których nie wpuszcza się na salony. Chodziło nam o pokazanie, że to ekonomia decyduje o tym, czy ktoś jest kulturalnym człowiekiem, czy nie. Mamy tylko wątpliwości, czy prości ludzie nie uważają takich jak my za kompletnych dziwaków.

Skąd w waszych rysunkach ta fascynacja umięśnionym dresiarzem? To jakaś emanacja czystego testosteronu?
O.:
Chodzi o zmianę perspektywy. Odbieranie facetom monopolu na uprzedmiotawiające spojrzenie. Tworzymy fantazmat męskości. Ciekawe, że spodobało się to Krystianowi Legierskiemu, który podchwycił nasz motyw i umieścił go na ulotkach Tomby Tomby. Idziemy w kierunku „sporno” – pojęcia ukutego przez Marka Simpsona, tego od metroseksualizmu, które odnosi się do kultu wysportowanego i wyćwiczonego męskiego ciała.
G.: To pewnie seksizm à rebours. Ale póki co, to głównie kobiety są ofiarami kultu doskonałości.

A z których warszawskich klubów czerpiecie inspirację do swoich klabingowych komiksów?
G. i O.:
Z Luzzter!
O.: Luzztra mają kiepską opinię, ale pewnie właśnie dlatego tak nam się tam podoba. Lubimy obcować z upadłymi ludźmi i bywać w miejscach, gdzie bywać nie wypada. Bo chodzenie do Luzzter jest chyba przyznaniem się przed sobą do porażki wśród „warszawki”. Podoba nam się też, że gra tam kolektyw didżejski Me.Ne.Le. To takie queerowe: skoro tak o nas mówią, zaadaptujmy to określenie i nadajmy mu swoje własne, pozytywne znaczenie. Najbardziej interesują nas ludzkie odpady, jak nazwał ich Bauman – ci, którzy wypadli z obiegu, bo są za słabi. Ich obraz rugowany jest na co dzień z obowiązującej wizji świata ludzi sukcesu. www.sgma.art.pl

Tekst: Agata Michalak ... Foto: SGMA (www.sgma.art.pl)