42
86

Taylor
Ile masz lat? Kim jesteś? Co masz na sobie?
20 , Nie powiem, skinny jeans American Apparel, buty Puma, bluzę z dzieciństwa

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Marzena Matuszak: Zamykamy, ale ładne mogą zostać dłużej



Warszawa perfumami i wódką pachnąca. Dziewczyny z emocjonalną bulimią i mężczyźni, co chcieliby, a boją się. Redakcje kolorowych magazynów, urządzone zgodnie z zasadami feng shui. Was is das? Błyskotliwy debiut Marzeny Matuszak.


Ma 33 lata. Nie skończyła studium literackiego przy Jagiellonce, bo zawsze kiedy chciała pójść na zajęcia, jej „krakowscy przyjaciele wyciągali asy z rękawa“. Teraz mieszka w Warszawie, na Mokotowie, przy skwerze Słonimskiego, z widokiem na śmietnik i garaże. Pierwsza praca Marzeny to opróżnianie za kasę popielniczek na imprezach brata jej mamy (wiek – pięć lat, stawka – dwa złote za popielniczkę). Ostatnio za to wydaje program w kanale TVP Kultura. Zamykamy, ale ładne mogą zostać dłużej jest książkowym debiutem Marzeny. Dowcipny, ironiczny styl tej prozy uzupełniają doskonałe ilustracje Przemka Truścińskiego. Nim Marzena została pisarką, tworzyła trochę, jak sama mówi, średnio udanej poezji. „Dla prowokacji“. Prowokację to ona ma we krwi. Podobnie, jak bohaterka Zamykamy..., która między innymi udawała Madonnę pod wiejskim kościołem (i nie chodzi tu wcale o piosenkarkę), podczas gdy jej chłopak ssał jej piersi i szeptał do ucha: „Mother, I want to fuck you“...

Strasznie podoba mi się tytuł Twojej książki. I ta cała litania z balsamów, szminek, lakierów do paznokci, która jest w środku. Przeżyją tylko najpiękniejsi?
Tytuł ksiąźki jest cytatem z mojego ulubionego wikidajły, pracującego w jednym z sopockich klubów. Pewnego poranka krzyknął „Zamykamy, ale ładne mogą zostać dłużej“, a ja to tylko zapisałam. Balsamy, szminki i lakiery na ciałach kobiet trochę mnie przerażają. Za dużo bodźców naraz, nie sposób wwąchać się do środka. A propos najpiękniejszych – wygląda na to, że mają największe szanse prokreacyjne.

Ile zajmują Ci poranne rytuały, od wstania z łóżka aż do wyjścia z domu?
Trwają dwie godziny i kosztują kilkaset złotych?
Staram się ograniczać rytuały pielęgnacyjne do minimum. Powiedzmy: dziesięciominutowy prysznic i trochę kasy na krem przeciwzmarszczkowy.

Ulubiony balsam nawilżający?
To moja jedyna słabość – oliwkowy krem do ciała BodyShopu.

Redakcje, magazyny kobiece, ploteczki w palarnii... Zakład, o którym piszesz, wydaje się znajomy. Czyżby mieścił się przy Wiejskiej? Siedzisz w prasowym piekiełku?
Przez pół roku byłam panią od kultury w jednym z miesięczników kobiecych. Siedziałam na Wiejskiej po nocach, aż ktoś mi powiedział, że „oni“ specjalnie zaprojektowali ten przyjemny gmach z pomocą magików od feng shui, tak, żeby zrobić z nas prasowych niewolników. Przestraszyłam się i natychmiast zwolniłam.

„Nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka, Niemców nienawidzę od dziecka”? Twój książkowy Big Boss jest gorszy od Hitlera. Nie jesteś zbyt poprawna politycznie, hm?
To trudny orzech do zgryzienia, ta przyjaźń polsko-niemiecka. Ostatnio byłam na międzynarodowym spotkaniu w Niemczech. Rano usiłowałam się wykąpać. Przychodzę do prysznica, a tam kolejka Niemek czeka – wszystkie nago, w dłoniach ściskają szampony i mydła, a jedna z nich stanowczym głosem rozdziela miejsca. Mi się od razu niedobrze od wspomnień zrobiło i chodziłam brudna cały dzień. Z drugiej strony, mam fantastycznych przyjaciół w Berlinie, z którymi niejedną noc przegadałam. Myślę, że to dobry temat na następną ksiażkę. Właściwie nawet chciałam to zdanie pożyczyć od Maleńczuka i tak ją zacząć.

Anomalia pogodowe to leitmotiv Zamykamy... Wiatr, który roznosi opryszczkę i podwiewa dziewczynom spódniczki, woda na chodnikach... Często oglądasz prognozy pogody?
Ja tylko podsłuchuję. Globalne ocieplenie, globalne oziębienie, lodowce się topią, tsunami zatapia indyjskie plaże, grad w środku lata, a wczoraj ta burza. Ciekawe, co to wszystko znaczy?

Czemu zabrałaś swoim bohaterom imiona? Czemu są R., I. albo J., a nie Robert, Ignacy, Jacek?
Szczerze mówiąc, z lenistwa. Poza tym, byłam kiedyś u jasnowidzki i ona mi powiedziała, że imię mojego następnego chłopaka będzie się zaczynało na literę „t“. Bardzo mi się to wydało ciekawe , że ona może mi tylko podać pierwszą literę i nie wiadomo, czy to będzie Tomek, Tadeusz, czy Tymon. Więc tego T. tak sobie wymyślilam, a potem już poszło. I wcale nie jest to żadna aluzja do Procesu.

Dostajesz już listy z pogróżkami od chłopaków, których opisałaś?
Nie. Wydaje mi się, że z miłością ich opisałam i ze współczuciem. Nawet, jeśli można dostrzec, że są nieźle pokręceni, to mnie to nie oburza, wręcz przeciwnie – zachwyca. Chociaż jeden chłopak, który jakoś ostrzej mógł być opisany, chciał przed publikacją ksiażki odebrać ode mnie swoją lodówkę. I jakoś zamilkł. Bardzo się cieszę, bo nie stać mnie na nową lodówkę.

„Ogólnie, żeby w wywiadzie się pojawiło dużo lodów i śmietany, bo to jak wiadomo, czytelnicy lubią najbardziej” – tak piszesz. No to jak z tymi lodami? Jakie lubisz? Mieszkam tuż przy najlepszej lodziarni w Warszawie. Możemy wymienić nazwę? Malinowa! Polecam lody grapefruitowe. Bardzo je lubię! Szczególnie rano w sobotę, po piątkowej imprezie lubię lizać lody grapefrutowe. Ale bez bitej śmietany. Przepraszam smakoszy.
Tekst: Hanna Rydlewska Foto: Marzena Matuszek