
Aerobik pod nadzorem czarnoskórego sierżanta artylerii, musical reklamujący zalety silikonu, longplay dwunastoletniego ewangelisty, nagrania misji kosmicznych i niemiłosiernie fałszujących licealnych zespołów, weterynaryjny zapis rytmów bijącego psiego serca. To już było. Przed nami ponad dwieście dni rozkoszy i tortur przy najdziwniejszych dźwiękach znanych człowiekowi
ZAJODŁUJ TO JESZCZE RAZ
Pierwsza edycja „365 Days” z 2003 roku przeszła już do klasyki radiowo-internetowych projektów kuratorskich. Zwołana przez badacza muzycznych marginaliów Otisa Foddera ekipa darczyńców wysyłała mp3 na kolektywnie prowadzoną stronę sieciową przez okrągły rok, gromadząc jedną z bardziej zaskakujących kolekcji patologicznego popu i anonimowego szlamu ze starych pocztówek dźwiękowych i kaset. Mogliśmy zatem usłyszeć Pat Boone’a w wykonanej na imprezie Amwaya piosence o dzieleniu się zyskiem z partnerem, jodłowanie po kambodżańsku, lekcję 13 i 14 z wydawnictwa Religion For Retarded, przeboje Abby w interpretacji hinduskiego duetu Salma i Sabina, Orsona Wellesa w reklamówce mrożonego groszku i kilkuletnie siostry Bernard z miażdżącą krytyką teorii ewolucji i ekumenizmu.
ALMOND LITE
Funkcjonując jak przygotowana przez zespół kuratorów i mocno nietypowa wystawa, „365 Days” odkrywało coraz to nowe połacie kulturowej terra incognita. Śmiesznej, strasznej i niepojętej, a najczęściej łączącej wszystkie cechy w kilkuminutowej dawce audio w wykonaniu osobistości, o których świat zapomniał, zanim się pojawiły. Wygrzebano zatem rzeczy, które miały nie dotrzeć do niepowołanych uszu – nastoletnie wersje Soft Cell i Joan Jett z kaset znalezionych na „garage sales”, zawartość anonimowych taśm nagranych na imieninach cioci czy nagrania chłopca śpiewającego podczas bar micwy gdzieś pod koniec lat 50. Bez wątpienia, dają one szansę konfrontacji z materiałem tyleż unikalnym, co ulotnym jak wszystkie znane nośniki informacji.
TRUDNE PIOSENKI O PROSTACIE
Od początku przedsięwzięcie prezentowało dokonania przekraczające granice zdrowego rozsądku, prywatności, czy wreszcie tego, co przemysł rozrywkowy zwykł traktować jako akceptowalny standard jakości. Najbardziej aktywnych udziałowców „365 Days”, do których oprócz Foddera zaliczyli się też Clayton Counts, Pea Hix, Strictly Kev, The Bomarr Monk
i autor kilku kompendiów poświęconych muzycznym outsiderom Irvin Chusid, mało obchodziły takie ograniczenia. Dlatego w pierwszej edycji pojawiały się perełki w rodzaju lekarskich grup big-beatowych śpiewających o menopauzie, piosenki osób ewidentnie obłąkanych (Lil Markie, Wesley Willis itd.) czy covery Madonny w wykonaniu kloszarda.
ZEMSTA PO LATACH
Po czterech latach, dzięki opiece nieocenionego nowojorskiego radia WFMU, projekt „ 365 Days” powraca z nową porcją dźwiękowych idiotyzmów, do tego w wersji znacznie rozbudowanej. W tegorocznej odsłonie, świeżo uploadowane mp3 pojawiają się zgodnie z tradycją codziennie, lecz nierzadko obejmują większe całości – kompletne albumy z zadowalającej wielkości skanami okładek, dyskograficznymi informacjami i szczegółowymi komentarzami ofiarodawców. Andrew Lander, który do kolekcji dodał pod koniec kwietnia zawartość dziwacznej tajwańskiej kasety z 1982 roku, nie omieszkał uzupełnić jej o skany 23-stronicowej książeczki. Zapisanej azjatyckimi „robaczkami” i w ekspresowym tempie zidentyfikowanej przez słuchacza WFMU.
BUCHALTERIA SZATANA
Kolekcja tych marginalnych skarbów może być ściągana z bloga WFMU, i posiada swoją odrębną kategorię tematyczną, by osoby które zdecydują się na kompletowanie zbioru miały ułatwioną pracę. W 132. dniu roku (12 maja) w ramach „365 Days” można było tam znaleźć 670 plików (co, jak łatwo obliczyć, daje 5,075075 empetrójki dziennie) o łącznym czasie trwania przekraczającym 40 godzin. Najkrótsze kilkosekundowe pliki pochodzą z audycji Michaela Millsa, znanego tropiciela diabolicznych wyziewów w muzyce pop, który na przykładach udowadnia, co kryje się w odtwarzanych od tyłu partiach utworów Black Sabbath, Kiss i Rolling Stones, choć dostaje się również tak niespodziewanym wysłannikom szatana jak Blondie czy Electric Light Orchestra (!). Analiza Another One Bites The Dust Queen wykazuje natomiast do jakich mrocznych czynów namawiał Freddy Mercury: wykryty przez Millsa „backward message” informuje: „niektórzy z nas palą marihuanę”!

ZŁODZIEJE GRAMOFONÓW
Najdłuższy jak dotąd segment to 48-minutowe Play It Safe! Vol.4 z kolekcji Pei Hix, ni mniej ni więcej tylko absurdalna „płyta antywłamaniowa” z 1972 roku. Idea jest dziecinnie prosta: płytę uruchamia się po wyjściu z domu, aby ewentualny włamywacz miał wrażenie że wewnątrz przebywają domownicy. Zawartość to banalna paplanina pary aktorów, czy też – jak informują zapisy na okładce, „ludzi którzy są tacy jak wy, rozmawiających o sprawach o których mówi się co dzień i co noc”. Do zestawu dołączono komplet specjalnych gumek, które miały umożliwić nieprzerwane odtwarzanie płyty przez różne modele gramofonów. „Trochę słabo, jeśli włamywacz zdecyduje się wysłuchać całej strony płyty, i przejrzy twój chytry plan. Może ukraść ci gramofon”, komentuje Pea Hix.
BOMBOWE MINY
Równie, jeśli nawet nie bardziej, imponująco przedstawiają się dwie strony kuriozalnego wydawnictwa Facial Exercises and Massage Routines For Skin Beauty. Narrator Ern Westmore przez blisko 40 minut udziela szczegółowych wskazówek na temat ćwiczenia poszczególnych mięśni twarzy dla zachowania młodego i zdrowego wyglądu. Nawiasem mówiąc, okładka płyty przedstawiająca kobiecą twarz w kilkudziesięciu grymasach zdrowotnych wydaje się być upiorną wariacją na temat znanych fotografii Natalii LL z lat 70. Warto rzucić okiem, choćby dla zaspokojenia niezdrowej ciekawości.
KLUCZ DO KLASYKI
O ile kosmetyczne wygibasy Westmore'a można od biedy potraktować jako użyteczne wskazówki, wiele pozycji z archiwum tegorocznego “365 Days” jest prawdziwym wyzwaniem nawet dla najbardziej cierpliwych słuchaczy. Prawdziwie karkołomnym przedsięwzięciem będzie odsłuchanie takich perełek jak adaptacja scen miłosnych z Kochanka Lady Chatterley D.H. Lawrence'a (z dyskretnym akompaniamentem orkiestrowym) w drewnianym wykonaniu The Academy Dramatic Players czy zagadkowego Say It Right Edwarda S. Dumita z 1959 roku – płyty demonstrującej właściwą wymowę francusko - i włoskojęzycznych terminów muzycznych, nazwisk kompozytorów i muzyków oraz tytułów dzieł. W sam raz dla świeżych w temacie snobów klasyki.
SERCE – SAMOTNA ORKIESTRA
Najcięższy kaliber komplikacji przedstawiają sobą jak zwykle nagrania przeznaczone do użytku wewnętrznego, dla wysoko wyspecjalizowanego odbiorcy. Należy do nich np. The Art of Heart Auscultation kardiologa G.W. Manninga, płyta wydana przez koncern Roche w pażdzierniku 1970 roku, którą wypełniają w całości (nie licząc fachowego komentarza) niepokojące “szmery perykardialne i systoliczne”. Głuche, jakby dochodzące z krypty dźwięki mogłyby się znaleźć z powodzeniem na płycie któregoś ze współczesnych reprezentantów mikrodźwiękowej elektroniki, więc dzieło doktora Manninga należy polecić nie tylko tym, którzy słuchają głosu serca.
KOŃSKA DAWKA
Przykładem pierwszorzędnych okropieństw, których wysłuchanie w całości byłoby porównywalne z wzięciem udziału w recitalu ballad śpiewanych przez posłankę Senyszyn, jest płyta The Sensational Decision... Win, Place Or Show. Porażająca niemożliwą do zakamuflowania bezsensownością publikacja pochodzi ze zbiorów weterana “365 Days”, który ukrywa się pod zagadkowym pseudonimem The Bomarr Monk. W swoim komentarzu pisze on: “Oto pełnowymiarowa płyta której narratorem jest osobnik określany jako The Confidential Charlie, entuzjastyczny miłośnik wyścigów konnych, który z ledwością potrafi czytać. Charlie przekazuje wskazówki, jak obstawiać gonitwy w taki sposób, by wygrywać”. Zapoznanie się z hippiczną wiedzą Charliego będzie wymagać końskiego zdrowia, choć – jeśli komuś się poszczęści – proszę pisać entuzjastyczne listy..
ŚWIĄTECZNIE I INTYMNIE
Choć może trudno w to uwierzyć, mnóstwo radości z obcowania z kolekcją mogą mieć miłośnicy popu. W odpowiednio nieoczywistych wersjach i wykonaniach, rzecz jasna. Zgodnie z tradycją wyznaczaną przez pierwszą odsłonę projektu, zupełnie odrębną część zbiorów stanowią nagrania o szeroko rozumianym kontekście erotycznym. Wypada tu wspomnieć o At Las Vegas Kay Martin, modelce Playboya i artystce nocnych klubów, której wydana w latach 70. płyta dobrze się wpisuje w nurt lounge music muzycznie i tekstowo. Ofiarodawca CaptainOT prowadzi bloga poświęconego muzyce bożonarodzeniowej, a na trop Kay Martin trafił przez kupienie na Ebayu jej najbardziej znanej płyty świątecznej pod obiecującym tytułem “Wiem, co chciałby dostać pod choinkę, ale nie wiem, jak to zapakować”.
O skarbach w rodzaju folkowych piosenek o psychoanalizie (Katie Lee), burzącego równowagę w przyrodzie longplaya Barbary Cartland, czy fantastycznej rapowej reklamie gotowania na gazie, można by się rozwodzić bez końca. Właściwie niepotrzebnie, bo te skarby najlepiej mówią własnym głosem. A jutro będzie ich znów więcej.
http://blog.wfmu.org/freeform/365_days_project/index.html