
Nie tak dawno za pośrednictwem Daniela Haaksmana świat odkrył podziemny fenomen rodem z brazylijskich faveli – okryty mitem gangsterki i seksu bez ograniczeń, Baile Funk. Brazylijski styl jeszcze nie zdążył się dobrze zadomowić w europejskich klubach, a na światło dzienne już wychodzi kolejne bezkompromisowe zjawisko, tym razem prosto z gorącej Angoli. To Kuduro, ostatni głos afrykańskiej ulicy.
Kuduro oznacza dosłownie „twardy tyłek” i czerpie zarówno z jamajskiego dancehallu, z berlińskiego hardcore techno, jak i z tradycyjnych angolskich gatunków, takich jak Semba czy jej współczesna wersja – Kizomba. Wszystko to podlane brzmieniami electro i agresywnymi breakami, wymieszane jak w alchemicznym kotle, stwarza zupełnie nowe warunki dla fanów afrykańskich wibracji. Trudno zresztą pisać o Kuduro, trzeba je poczuć – to styl stworzony do przeżywania całym ciałem na parkiecie, który ze względu na swoją niecodzienną ekspresję już uzyskał opinię karkołomnego.
Taniec połamaniec
Bardzo charakterystyczny taniec, bez którego Kuduro nigdy nie byłoby tym, czym jest dzisiaj, polega z jednej strony na pełnych seksu ruchach krągłościami z częstym „oddawaniem hołdu” ziemi, z drugiej zaś czerpie z nowojorskiego breaku, wykorzystując klasyczny, latynoski top rocking. Natomiast popisy „zawodowców” to w Kuduro totalny hardcore. Jeśli widzieliście kiedykolwiek brawurowe wygibasy podczas jamajskiego Konkursu Dancehall Queen, to macie wstępne pojęcie o tym, jak wygląda Kuduro w natarciu. Oprócz bogatych wpływów z zewnątrz znajdziecie tu także elementy rdzennej Capoeiry, której korzenie wywodzą się bezpośrednio z Angoli.
Za twórcę Kuduro uważa się didżeja Tony’ego Amado, który określił styl gatunku około 1991 roku i od tego czasu zaraził nim całą Angolę, a potem Portugalię, gdzie dzisiaj Kuduro, jak huragan, podbija wszystkie najmodniejsze kluby. Trzecia płyta Amado, „Bailumdu”, jest idealnym przykładem stylu Kuduro. 14 bezkompromisowych kawałków łączy współczesne brzmienia twardej, hardcore’owej elektroniki z imprezowym, post-plemiennym rytmem Kilipanga. Ta muzyka wprowadza w dziwny rodzaj hipnotycznego transu, przy którym ciało gnie się jak połamane, sycąc się szaleńczym beatem. Sam Tony Amado o korzeniach swojego, dzikiego dziecka mówi: „Począkowo byłem zainspirowany sposobem, w jaki poruszał się Jean-Claude Van Damme, i chciałem zintegrować jego ruchy z moją muzyką. Jednak jesteśmy lepsi w capoeirze, tak więc wymieszaliśmy nasze własne dziedzictwo z tym, co ma do zaoferowania Hollywood”. Początkom Kuduro patronowały więc filmy akcji klasy B, a ono samo zostało na samym starcie nacechowane wpływami kultury globalnej.

Moda na białasa
Nie można zaprzeczyć, że w Kuduro, jak nigdzie indziej, widoczne jest wszechobecne przemieszanie wpływów z różnych kultur, które w ten sposób są w stanie stworzyć zupełnie nową, niesamowitą jakość. Świadczy zresztą o tym wrażenie, jakie ten styl zrobił na samym Fredericu Galliano, znanym z fascynacji bogactwem światowej muzyki. Galliano jest w tej chwili jedynym wykonawcą na europejskim kontynencie, nagrywającym oryginalne Kuduro z angolskimi nawijaczami, zwanymi kuduristas, do którego wszyscy odnoszą się z szacunkiem. Inne próby wprowadzania Kuduro na kontynent kwitowane są przez Afrykanów wzgardliwym „kuduro blanco”, czyli Kuduro kopiowane przez białasów, co oznacza po prostu „podróbę”. Niemniej nawet w Portugalii zjawisko Kuduro ma coraz więcej fanów, a kolejne płyty wydawane przez niezależny label Enchufada, pomimo koniecznej etykietki „kuduro blanco”, reklamują siłą rzeczy to, co dzieje się na ulicach Luandy (stolicy Angoli).
Wprawdzie w Portugalii Kuduro pojawiło się dopiero w 1999 wraz z singlem Se Bema o nazwie A Felicidade (Szczęście), jednak szybko znalazło swoją drogę do angolskich imigrantów drugiego i trzeciego pokolenia. Jak mówi Kalaf Angelo, założyciel Enchufada: „Kuduro reprezentuje dzisiejszą Angolę, bez sofciarstwa ani potrzeby bycia politycznie poprawnym. To wolna muzyka, która nie potrzebuje wielkich koncernów fonograficznych, aby się rozwijać i być popularną. Tu wybór należy do ludzi. Kuduro jest niezwykle wymagające, bardzo szybkie, bardzo ostre i bardzo szczere. Nie możesz udawać kogoś, kim nie jesteś. To są reguły Kuduro”. Ta zdecydowana deklaracja stylu życia, który w Kuduro jest prawdopodobnie ważniejszy niż sama muzyka, dużo mówi o tym zajadłym, ulicznym ogniu. Nie ma tu miejsca na ściemę ani na podpatrywanie – poprzez czystą zabawę, czy to na ulicy, czy w klubie, dochodzi do ujawnienia wszystkich prawdziwych pragnień.
Nawijka zamiast przemocy
Jak widać, Kuduro nakręca świat coraz bardziej i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedna rzecz… Angola od 1975, z małymi przerwami, pozostaje w stanie wojny domowej. Kraj jest rozdzierany przez okazjonalne starcia pomiędzy Narodowym Związkiem Na Rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA), a Ludowym Ruchem Wyzwolenia Angoli (MPLA). W takich okolicznościach robienie muzyki może być utrudnione Z drugiej strony twórczość stojąca pod lufami karabinów staje się uniwersalną, szczerą odpowiedzią na przemoc. Zamiast po broń młodzi mieszkańcy Angoli sięgają po samplery i komputery, zamiast krzyków zabijanych współplemieńców chcą słyszeć radość życia, wyrażaną przez ostrą nawijkę.
Jak pisze na blogu Benn loxo du taccu (w jęz. wolof: „jedną dłonią nie można zaklaskać”), młody amerykański DJ o afrykańskich korzeniach, Chief Boima: „Kuduro to kolejna ekspresja z ghetta, pozwalającą tańczeniem zastąpić strzelanie. Podczas gdy korzenie Kuduro sięgają czasów, gdy szalała wojna, dopiero teraz zyskuje ono międzynarodową uwagę. Dlaczego zyskuje tą uwagę? Sądzę, że istnieje pewne głębokie, emocjonalne połączenie, pozwalające przemocy przeciwdziałać muzyką. Młodzi ludzie, którzy dorastali widząc najgorsze instynkty ludzkości, odczuwają teraz potrzebę dania czegoś światu, wysadzenia go swoją twórczością w powietrze zamiast samych siebie ”.
O tym, że ta muzyka po prostu wysadza, można się przekonać słuchając kilku płyt Kuduro, które w ostatnich latach ukazały się (oprócz Angoli) głównie w Portugalii. Były kolonizator tego kraju w spadku pozostawił swojemu trudnemu dziecku oprócz wciąż wybuchających konfliktów zbrojnych, przede wszystkim język. Nawijki w Kuduro są robione wyłącznie po portugalsku z wyczuwalnymi naleciałościami rdzennych języków, które Angola zawdzięcza trzem głównym plemionom: Ovimbundu, Mbundu i Bakongo – na wojnie stojącym po przeciwnej stronie barykady . Do płyt obowiązkowych dla każdego, kto chce się zapoznać z tym muzycznym sztormem, należą „Rei Do Kuduro” doskonałego nawijacza Heldera, „Tipo Bala” didżeja N.K. oraz „Bué Angolano” Dog Murasa – wokalisty, którego popisy urywają głowę. Nie można też oczywiście zapomnieć o ostatnich dokonaniach wspomnianego wcześniej Frederica Galliano nagranych z czołówką angolskich kuduristas. Ich efektem stała się znakomita płyta „Kuduro Sound System”.

Buraka Son Sistema
Kilka słów należy się także najlepszym wykonawcom „kuduro blanco”, którymi obecnie jest skład Buraka Som Sistema. To właśnie ci chłopcy, wchodząc ze swoją ostatnią EP-ką „From Buraka to the World” na rynek, wywołali modę na Kuduro w Portugalii. Na płycie usłyszymy połamane Kuduro złagodzone typowym dla muzyki klubowej, wypośrodkowanym brzmieniem. To właściwie skok od ulicznego, bezkompromisowego „umpa umpa”, które niewiele ma wspólnego z dążeniem do harmonii, do progresywnego rozdziału muzyki klubowej. Hiphopowe wokale dopełniają całości – poprzez nadanie większej melodyjności uspokajają dzikiego, afrykańskiego ducha. Takie podejście sprawia, że płytę można właściwie bez żadnych problemów włączyć do setu electro albo zagrać na każdej imprezie hiphopowej i zostanie to równie dobrze przyjęte.
W Polsce muzyka afrykańska i karaibska ma się ostatnio coraz lepiej. W natłoku imprez reggae/dub i dancehall, których jest coraz więcej (i to na coraz wyższym poziomie), didżeje sięgają powoli po mniej znane gatunki. Częściej możemy więc powyginać ciało w rytm klasycznego Funku lub też oszaleć na parkiecie, kiedy w secie usłyszymy rewolucyjny Afrobeat. Wprawdzie rzadko grywa się u nas tradycyjne afrykańskie i karaibskie gatunki, takie jak Zouk, Kwaito, Mizik Rasin, Juju, Funana czy Kizomba, jednak nadejście Kuduro może to teraz odmienić. Jeśli tylko Kuduro zostanie powitane z pełną otwartością w naszych klubach, na co mam osobiście wielką nadzieję, będziemy mieli u siebie petardę, jakiej na świecie nie było przynajmniej od czasów zakończenia Zimnej Wojny.