41
77

Maksymilian
Ile masz lat? Kim jesteś? Co masz na sobie?
16, Sobą, Nike, Cheap Monday, H&M

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Joanna Denier: Elegancko, oszczędnie i trochę z przymrużeniem o



Ma dwójkę dzieci, męża Francuza i sklep na warszawskim Powiślu. Zajmuje się dekoracją wnętrz i projektowaniem. Joanna Denier to najprawdziwsza modystka, która swoje umiejętności ćwiczyła u najlepszych. Specjalnie dla „Exklusiva“ opowiada o okupacji, tajnych kompletach i o tym, co łączy ją z panią Kominkową i Philipem Tracey.

Podobno uczyłaś się u najlepszych polskich modystek?

Uważam się przede wszystkim za rzemieślniczkę, później dopiero za artystkę. Cały system relacji uczeń ­ mistrz jest mi bardzo bliski. Moja mistrzyni to znana w całej Warszawie Henryka Zega. Pani Henryka pochodzi ze Śląska. Tam nauczyła się zawodu. Po przyjeździe do Warszawy, odziedziczyła pracownię po Marii Kominkowej. Kominkowa byla słynną przedwojenną modystką. Robiła kapelusze między innym dla Zofii Nałkowskiej. Szczyt jej kariery przypadał na lata 30. i czasy okupacji. Była najlepsza w mieście. Podczas wojny, zarówno we Francji, jak i w Wiedniu, modniarstwo przeżywało swoje apogeum. Szał na kapelusze opanował także Warszawę. Przy samej ulicy Solec działało sześć modystek! To jeden z nielicznych zawodów, którego można było się wówczas uczyć. Moja sąsiadka na przykład chodziła na tajne komplety, na których symulowano naukę robienia kapeluszy. Niestety do końca lat 60. większość modystek zamknęła swoje zakłady.

Na całym świecie?
Tak. Powstały dwa nurty. Produkcja przemysowała, która zdecydowanie dominuje, i kapelusze robione na życzenie klienta. Nawet najlepszym jest jednak ciężko żyć jedynie z kapeluszy szytych na zamówienie.

A jakie kapelusze robisz?
Kapelusze filcowe, słomki, stroiki. Ostatnio bardzo dobrze wychodzą mi linie sportowe, czyli czapki z detalem, na przykład dżokejki z podwójnym daszkiem, szyte z koziej skóry. Takie troszkę z przymrużeniem oka, ale eleganckie i oszczędne w detalu. Projektuję też kapelusze wieczorowe. Kiedyś zrobiłam kolekcję zdobioną zwojami sizalu. Bardzo lubię też kolorowe woalki. Najważniejsza jest lekkość i dowcip.

A jak się robi kapelusz?
Są różne szkoły. Pani Henryka pracuje według szkoły wiedeńskiej. Ja jestem kontynuatorką szkoły francuskiej. Podstawą jest dla mnie forma. Głowę kapelusza formuję na drewnianym klocku. Następnie w środek wszywam tzw. obwód, czyli wstążkę, i prasuję rondo. Korzystam jeszcze z form po pani Kominkowej, z czasów okupacji. Wówczas w Poznaniu działała bardzo znana rodzina rzeźbiarzy, którzy mieli świetną rękę do formowania klocków.

To rzeźbiarze wykonywali formy?
Tak. Rzeźbiarz form modniarskich to był oddzielny zawód. Żaden stolarz tego by nie zrobił. Trzeba być artystą i rzemieślnikiem jednocześnie, i ćwiczyć tę umiejętność latami.

A czy dziś w Polsce ludzie chętnie noszą kapelusze?
Tu niestety wciąż panuje mentalność komunistyczna i strach przed wyróżnianiem się. Indywidualizm nie jest popularny. Głównym bodźcem dla mojego rozwoju jest produkcja kapeluszy na rynek francuski.

Sprzedajesz się za granicą?
Sprzedaż moich kapeluszy prowadzi paryski, ekskluzywny dom handlowy Franck et Fils. Myślę też o tym, żeby spróbować w Nowym Jorku.

Masz już swoje uczennice?
Teraz standardy się zmieniły. Młodzi ludzie od razu chcieliby dostawać pensję. Jednak dopóki modystka nie nauczy się swojej pracy, to nie jest produktywna, wymaga nakładu. Dawniej uczeń służył u mistrza za stosunkowo nieduże pieniądze aż do jego emerytury, potem przejmował zakład i pracował na siebie. Były już dwie osoby zainteresowane nauką u mnie, ale ja jeszcze chyba nie dojrzałam, żeby je przyjąć. Wciąż pracuję z panią Henią. To zawód dla ludzi z pasją, rodzaj powołania, to kapelusze mnie wybrały, a nie ja je.

Jak to cię wybrały?
Latem, podczas studiów na Wydziale Architektury, pojechałam z koleżanką do Londynu. Na ulicy spotkałam Philipa Tracey z Isabellą Blow. Byłyśmy w kapeluszach od Heni. Spodobałyśmy się im i zaprosili nas do swojej pracowni. Byłam zaskoczona lekkością jego rzeczy. To są właściwie obiekty, a nie kapelusze. Całe ich wyrafinowanie polega na lekkości. Każdy dobry kapelusz powinen sprawiać wrażenie, jakby nic nie ważył i był wykonany w pięć minut, jakby nie wymagał wysiłku.

Poczekaj, nie bardzo rozumiem tę historię z Tracey i Blow. Szłyście sobie ulicą, a oni was zaczepili i zaprosili do swojej pracowni?
Tak. Na schodach jednej ze stacji metra zaczepiła nas Isabella Blow. Dziennikarka z „Vogue’a“. Diva mody. Cudowna wariatka. To ona wypromowała Philipa i Alexandra McQueena.

Zaprosili was, ponieważ miałyście fajne kapelusze?
No i byłyśmy fajnymi dziewczynami (śmiech).

Niezła historia.
Niesamowita, dlatego podkreślam, że to kapelusze mnie wybrały.

Sklep z Kapeluszami, al. 3 maja 14, tel. do pracowni 0694787043
Tekst: Marcin Różyc