41
76

Koko
Ile masz lat? Kim jesteś? Co masz na sobie?
20, Mistrzynią kamuflażu, Sukienkę Z Japonii, korale ze straganu, buty converse, okulary H&M, torebka Pylones

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Agata i Dorota Borowe: Niezły duecik



Dwie siostry. Niespecjalnie do siebie podobne. Obie malują. Tworzą grupę artystyczną Siostry. Mówią jedna przez drugą, ciągle się śmieją. Mieszkają razem, mają to samo grono znajomych. Bierzemy pod lupę ową siostrzaną idyllę.


Agata (rocznik ’79) i Dorota (rocznik ’80), urodzone w Białymstoku. W odstępie roku skończyły Wydział Malarstwa warszawskiej ASP. Mieszkają w stolicy, bo chcą być w centrum artystycznego obiegu. Wystawiają razem i osobno. Dorota ostatnio w Galerii Działań pokazywała serię melancholijnych obrazów Za_patrzeniem. Agata przeniosła skomplikowane internetowe relacje z mężczyznami z wirtualu do realu galerii ZOO Moniki Zawadzkiej (projekty Ultramaryna i Znajdź mnie). Żeby łatwiej Wam było rozróżnić: Dorota to ta, która zajmuje się bardziej klasycznym malarstwem, była na stypendium w Anglii i zbiera swoje świetne, lapidarne rysunki w artystyczny szkicownik. Agatę z kolei bardziej zaprzątają nowe media – jej obrazy powstają często na bazie zdjęć, a zmysłowa fotorealistyczna seria Znajdź mnie przywodzi na myśl filmowe zbliżenia.

Fajnie jest mieć siostrę?
Agata: (śmiech) Pewnie, że fajnie. Chociaż przemawia tu przeze mnie poprawność polityczna, bo Dorota siedzi obok. Fajnie jest mieć młodszą siostrę.

To ty jesteś ta starsza?
A.: Tak, ale my się tak trochę wymieniamy. Bo ja na przykład nie od razu dostałam się na ASP, a Dorota, która jest młodsza – tak, więc w sumie to ona była rok wyżej i wprowadzała mnie w środowisko.
Dorota: To ma wady i zalety. Siostra jest zawsze obok i mam w niej duże oparcie. Dobrze jest mieć z kim wyjść, pogadać. Ale są też minusy, bo mamy ten sam zawód, więc dochodzi ciągłe porównywanie się. O tym próbowałyśmy opowiadać w swoich projektach. Ludzie porównują nas też zewnętrznie.
A.: I czasem nawet nie zadają sobie trudu, żeby zapamiętać, która jak ma na imię!

No właśnie, nie boicie się, że przestaniecie funkcjonować jako samodzielne byty, tylko jako jakiś dwugłowy kolektyw?
D.: Ja się tego nie boję i o tym też jest projekt Moje-Twoje (seria fotomontaży, które pokazują kompilacje rysów obu sióstr – przypis red.). Skoro ludzie od zawsze nas porównują, postanowiłyśmy wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. I dzięki tej pracy tak naprawdę zrozumiałyśmy granice swoich osobowości – gdzie kończy się Agata, a zaczyna Dorota. Agata, Tobie to przeszkadza?
A.: (śmiech) Nie, bo każda z nas ma dużą świadomość tego, jaką jest osobą i co do niej należy. Trochę nas bawi ta sytuacja, można ją potraktować jako pewną grę. Jak u Lyncha, w Mulholland Drive: raz blondynka, raz brunetka.

Czyli grupa artystyczna Siostry jest odzwierciedleniem tych tendencji?
D.: Tak, powstała dość naturalnie. Byłyśmy na studiach, pracowałyśmy oddzielnie, ale chciałyśmy też wspólnie zrobić coś z rodzącą się wtedy galerią szu szu. Niewiele myśląc, nazwałyśmy się Siostry na użytek tamtego projektu i tak zostało.

Ostatnio mam wrażenie, że wszyscy młodzi artyści są z Białegostoku. Radziszewski, Dąbrowski, Agata Michowska. Wśród pisarzy – Ignacy Karpowicz. To jakaś nowa fala?
A.: (śmiech) Eee, fala to chyba nie...
D.: Z Karolem Radziszewskim byłam na roku, ale poznaliśmy się dopiero w Warszawie. Białystok jest bardzo fajnym miastem, ale jeśli chce się robić coś związanego ze sztuką, to jest bardzo, bardzo trudno. Mamy Galerię Arsenał i – z całym szacunkiem dla reszty – to właściwie tyle. Za to blisko stamtąd do Warszawy i to pewnie tłumaczy ten fenomen.

Agata, czy znalazłaś się dzięki projektowi Ultramaryna?
A.: Mam dzięki niemu poczucie, że coś się wydarzyło w moim życiu. Przez kilka miesięcy pracy nad projektem nie odchodziłam od komputera, to było bardzo intensywne doświadczenie. Dostawałam ogromną ilość listów, wiązała się z tym masa emocji. A z drugiej strony teraz jest tak, jakby nie wydarzyło się nic, bo nic z tego nie wynikło. To jest właściwie jedyna refleksja po zakończeniu tego projektu. Myślę, że ta pustka nie jest spowodowana tym, że wszystkie te kontakty były wirtualne, raczej tym, jak ludzie, którzy brali w tym udział, i ja również, są skonstruowani. Nie poznałam też mężczyzny swojego życia...
D.: Bo z tymi znajomościami internetowymi to chyba jest tak, że jeśli dwoje ludzi ma na siebie trafić, to trafi od razu, a nie po miesiącach poszukiwań...

Dziewczyny, Wasza sztuka krąży mimo wszystko wokół kobiecości i emocjonalności, strona internetowa www.siostryborowe.com ma piękny kolor magenty. Nie macie czasem ochoty, dla odmiany, przywalić między oczy?
A.: To jest nasza ostatnia potrzeba! Trochę z wewnętrznej złości na urządzenie męsko-damskiego świata wziął się projekt Ultramaryna. Mamy też konkretne pomysły, jak te negatywne uczucia wyrazić.
D.: Pracujemy teraz nad przekornym projektem o roboczym tytule: mężczyźni w malarstwie sióstr borowych. Istnieje taki stereotyp, że to kobieta jest modelką, a facet – artystą. Stwierdziłyśm, że teraz my będziemy tych facetów ustawiać jako modeli, zapraszać do domu... I ich namalujemy. Każda z nas wybierze sobie kolegów, chcemy też dać ogłoszenie w internecie. Poza tym ciągle nam się przytrafia, że nowo poznany facet, kiedy dowiaduje się, że malujemy, zawsze pyta, czy go sportretujemy. To jest o tyle zabawne, że pozowanie jest straszną robotą! A z drugiej strony może chłopaki lubią, jak się na nich patrzy? Postanowiłyśmy to wykorzystać, pracując nad portretami w tradycyjnym stylu. Wpisujemy w to jeszcze siostrzeństwo, bo każda ma swoje gusta, skupia się na innych detalach. Ja będą pewnie miała obrazy bardziej sytuacyjne, Agata – jakieś zbliżenia, szczegóły... (śmiech)
A.: Studyjne!
D.: Studyjne, przepraszam... (śmiech)
Tekst: Agata Michalak