29
49


Jak masz na imię?
Iza

Co tydzien donosimy o nowych trendach w modzie, dizajnie i sztuce dobrego życia, zebranych z lokalnych i globalnych źródeł. Bądź na czasie.

Francuski przełącznik

We Francji kolejna rewolucja. Tym razem bezkrwawa, ale równie burzliwa i istotna jak ta sprzed ponad dwóch wieków. Z tą jednak istotną różnicą, że na polu muzyki tanecznej.
Pedro Winter, szef paryskiego labela Ed Banger, bywa nazywany smaczną alternatywą dla P. Diddy'ego”. Z twórcą perfum Unforgivable łączy go jednak wyłącznie solidna porcja życiowego fartu, choć nie stan konta. Nie jest bogatszy niż kilkanaście lat temu, kiedy pewien początkujący duet poprosił go o menedżerską opiekę. Miał na koncie zaledwie dwa single, a jego członkowie nie ukrywali się jeszcze pod srebrzystymi skafandrami – chwilowo byli bardziej Punk niż Daft.

Higiena pracy to podstawa
Ściany biura Ed Banger zdobią prehistoryczne deski Powella i Santa Cruz – Winter w młodości był też skaterem. Muzyki tanecznej zaczął słuchać jako siedemnastolatek w 1992 roku. Przez Paryż przechodziła właśnie druga fala rave'u. Młody Pedro lubił urwać się z miasta, po to, by zgubić się wśród tysiąca wybałuszających oczy freaków na podmiejskim spędzie. Potem odkrył dla siebie bardziej ucywilizowane oblicze masowej rozrywki, słuchając soulu i house'u w klubach Rex i Les Follies Pigalle. Zaczął sam organizować imprezy i podglądać, jak to robi konkurencja, w miejscach uważanych za strategicznie istotne. Panów Bangaltera i de Homem-Christo poznał na wyjeździe, będąc świadkiem ich koncertu w londyńskim Ministry of Sound. O determinacji i pomysłowości Wintera świadczy fakt, że po upływie przeszło dekady i odniesieniu przez zespół wielkich komercyjnych sukcesów wciąż pozostaje menedżerem Daft Punk (oraz Casssiusa).
Powstały trzy lata temu Ed Banger bierze swój początek od menedżerskiej działalności Wintera w ramach założonej przez niego agencji Headbangers Entertainment. O motywacjach swojej aktywności Francuz powiedział: – Najważniejszą ideą było rozsiewanie po świecie idei nowego francuskiego brzmienia. Chciałem połączyć różne elementy charakterystyczne dla takich labeli, jak Mo Wax, Stones Throw, Warp czy DFA, a jednocześnie zachować odrębność i robić raczej mało typowe rzeczy. Wymieszać wszystkie składniki tak, żeby robiły wrażenie niemądrej układanki. Jest mi strasznie przykro, że takie wytwórnie jak Output się zamykają. Ale oni zawsze wydawali mi się zbyt inteligentni, a ja nie chcę, żeby Ed Banger był takim myślącym i poważnym labelem. W tym biznesie trzeba pamiętać o higienie pracy i o dobrej zabawie.

 

Kanye West doesn't care about French people
Pierwszy pomysł wydawnictwa skrystalizował się, gdy Winter usłyszał kapitalny instrumentalny hip hop autorstwa Mr Flasha, producenta związanego z formacją TTC. Cztery miesiące później, ukazała się sygnowana numerem katalogowym ED 002 dwunastocalówka, która stała się swoistym znakiem rozpoznawczym nowej francuskiej sceny i bombą z opóźnionym zapłonem. Nie jest wszak przypadkiem, że wideoklip do popełnionego przez duet Justice remiksu kawałka We Are Your Friends brytyjskiej grupy Simian zwyciężył w listopadzie 2006 roku z tak potężnymi konkurentami, jak Gnarls Barkley, Pink i Kanye West.
Bez żenująco megalomańskiego „występu” tego ostatniego nie obyła się zresztą kopenhaska gala wręczania nagród. Niedowartościowany raper wdarł się na scenę podczas przekazywania autorom klipu nagrody przez Timbalanda, oznajmiając, że to Touch The Sky powinno zdobyć wyróżnienie bo „kosztowało milion dolarów, była w nim Pamela Anderson, a ja skakałem po kanionach”. Wkrótce po tym niefortunnym happeningu na stronie MySpace Ed Banger pojawiło się zdanie: „Kanye, jeśli chcesz, zrobimy twoje następne wideo za darmo!” oraz złośliwa parafraza antybushowskiego telewizyjnego wystąpienia Westa po huraganie Katrina: „Kanye West doesn't care about French people”.
Chaotyczne, eksplodujące obiektami i osobami, które lecą, ciekną, rozrywają się i dezintegrują, wideo Martiala Schmeltza i Jeremie Rozana jest doskonałą ilustracją do histerycznego electro-heavy metalu Justice. Xavier de Rosnay i Gaspard Auge, Paryżanie którzy prostolinijnie przyznają w wywiadach, że powodem rozpoczęcia ich kariery didżejsko-producenckiej były „dziewczyny”, stworzyli jeden z bardziej oryginalnych i konsekwentnych idiomów tanecznej elektroniki ostatnich lat. Twierdzą, że ich płytą wszech czasów może (choć nie musi) być Thriller Michaela Jacksona.
– Dziewięć piosenek, siedem singli, i gościnny udział Paula McCartneya i Eddiego Van Halena... To chyba o czymś świadczy – komentują. Na liście ulubionych piosenek wymieniają utwory Beatlesów, Earth Wind And Fire, Led Zeppelin i Parliament, choć najświeższe „niusy” informują, że w setach Justice pojawia się ostatnio „refix” Black Sabbath. Pasowałoby to do ponurej, nawiązującej na poziomie logotypu i symboliki do black metalowych wzorców okładek krążków duetu. Skłonność do grania ekstremalnie chropawych harmonii, nierzadko z poważnym ciążeniem w stronę kakofonii, nie jest przypadkiem. – Kiedyś na festiwalu w Belgii zdarzyło nam się wyczyścić salę, w której bawiło się dwa tysiące osób, w ciągu półtorej minuty. Zaczęliśmy po prostu od kawałka Mr Oizo, który rozkręca się przez dwie minuty. Kiedy ludzie są cierpliwi, ten numer genialnie nadaje się do otwierania setu. Tym razem nie byli – wspomina duo.

Nowy typ ucha
Mimo tych groźnych, nieomal socjopatycznych atrybutów, Justice są uważani za jednych z bardziej wziętych twórców remiksów, jakich można uświadczyć na obecnej scenie awangardowego electro (czy – jak woli NME – „neorave'u”). Na ich unikalny warsztat trafiły (z bezpośredniego zamówienia lub bez niego) oryginały takich wykonawców, jak między innymi N.E.R.D., Britney Spears, Death From Above 1979, Fatboy Slim, Daft Punk, Soulwax i Franz Ferdinand. Wszystkie z nich noszą charakterystyczne znamiona pociętego na strzępy, neurotycznego, choć niepozbawionego specyficznej transcendencji, brzmienia. To reprezentatywna wizytówka całej stajni Ed Banger, której dokonania natchnieni recenzenci, jak na przykład Jay Watts III z Montreal Mirror, nazywają „Franco ghetto-electro-hip hopem”.
Nawiązanie do getta jest zresztą jak najbardziej na miejscu, bowiem paryskie biuro labelu mieści się na Montmartre, pomiędzy mieszczańsko-porcelanową scenerią żywcem wyjętą z Amelii a plątaniną mrocznych zaułków, w których pali się crack i sprzedaje kosę obcym. To miejsce łatwo ominąć, nawet jeśli dysponuje się dokładnym adresem, bo Ed Banger nie reklamuje się kilometrowym logo ani migającymi neonami. Jak przekonuje Winter: – Ta anonimowość bardzo nam odpowiada, a kontrast pomiędzy obydwoma strefami sąsiedztwa jest bardzo interesujący. Jednych to odstrasza, drugich intryguje i przyciąga. Koresponduje to też z naszą ofertą. Justice, Sebastian, Krazy Baldhead, Vicarious Bliss i Busy P nie proponują zwykłej, przylizanej muzyki tanecznej. Przez całe lata klubowa muzyka z Francji opierała się na bitach na 4/4, była przyjemna i trochę głupkowata, do tego koniecznie z funkowym basem. Teraz trzeba przyzwyczaić się do szczególnych zmian tempa i mało charakterystycznych dźwięków, wykształcić nowy typ ucha. Ostatnie dziesięć lat bardzo w tym pomogło, na przykład wkład Aphex Twina był w tym zakresie nieoceniony. Dzięki niemu i jemu podobnym w muzyce jest mniej restrykcji, można się obyć bez sztywno określonej struktury. W latach 90. poszukiwaliśmy brzmień doskonałych, dziesięć lat później staramy się odnaleźć najbrudniejsze.

Lucky Boy
DJ Mehdi, jeden z bardziej interesujących artystów skupionych pod szyldem Ed Bangera, jest rówieśnikiem i wieloletnim przyjacielem Pedro Wintera. Niegdyś członek hiphopowej grupy Ideal J, Mehdi zyskał renomę jako producent instrumentali dla znanych galijskich raperów, między innymi MC Solaara i Booby. – Pedro i ja byliśmy pierwszymi ludźmi w Paryżu, którzy zaczęli bawić się łączeniem muzyki tanecznej i hip hopu. Mówimy o 1997 roku. Byliśmy wtedy zupełnie osamotnieni w tych poszukiwaniach, nikt nie kumał o co nam może chodzić – wspomina artysta, który ma za sobą niezwykle pracowity rok (trzy płyty, w tym maxi singiel z electrofunkowcami Chromeo z kanadyjskiego Quebecu) i tonę planów na najbliższe miesiące. Mehdi, który obeznanym z hip hopem Francuzom kojarzy się z kontrowersyjnym i zakazanym – ze względu na polityczne teksty – singlem Hardcore Ideal J z 1998 roku, nazywa zawartość swojej tegorocznej dużej płyty „breakbeatem przyszłości”. Choć więcej tu dopieszczonego syntezatorowego funku i smaczków, które z powodzeniem mogłyby się znaleźć w soundtracku futurystycznego filmu (nota bene Mehdi jest autorem ścieżki dźwiękowej Megalopolis Romain Gavrasa), płyta promieniuje energią i świeżością. Lucky Boy to także jedna z przystępniejszych pozycji w dotychczasowym katalogu Ed Banger.

Niewinny Sebastian i napalona „osiemnastka”
Zgoła odmienne, intensywnością zbliżone do opcji Justice, pozycje zajmuje najświeższy skarb paryskiej wytwórni, znany pod niewinnym imieniem Sebastian. Równie aktywny na polu dekonstrukcyjnego remiksu jak koledzy z Justice (na koncie ma między innymi radykalne wersje utworów Annie, Revl9n, Uffie, Mylo, Kelis, The Rapture i Justina Timberlake'a), Sebastian doprowadza formułę powikłanego electro do nowych szczytów perfekcji. Jego tegoroczny minialbum Ross Ross Ross udowadnia jednocześnie, że spastyczny dancemetal Francuzów jest wciąż – czy tego chcą, czy nie – piekielnie chwytliwy. Tytułowy utwór trafił na playlisty czołowych światowych didżejów, a najintensywniej promował go pokrewny stylistycznie względem brzmień Ed Banger londyński didżej Erol Alkan, w jego miksie dla Radio BBC Sebastian sąsiadował zresztą z rodakami z Daft Punk i Mr Oizo).
Chlubą Ed Bangera jest wreszcie Uffie, młodziutka Amerykanka przetransplantowana do Paryża prosto z Miami. Anna Catherine Hartley myślała pierwotnie o projektowaniu ubrań, ale ostatecznie w wyborze jej kariery przeważyło zamiłowanie do klasyków Miami Bass i aktualnych rapowych wymiataczy z „brudnego Południa”. Kiedy trafiła do Paryża, szczęśliwy przypadek połączył ją z didżejem i producentem o pseudonimie Feadz, który miał już na koncie pracę nad pierwszym albumem Mr Oizo, a także sześć singli nakładem renomowanego berlińskiego labela Bpitchcontrol.. Tornado, którego Anna była świadkiem w Stanach, to pestka w porównaniu z pancernym szturmem, jaki do spółki z Francuzem przypuściła na uszy opiniotwórczych krytyków. Skromny ilościowo materiał z dwóch wydanych przez tandem singli, Pop The Glock i Ready To Uff, w pełni rekompensuje ich siła i inwencja.
Złośliwi narzekali, że Uffie fatalnie rapuje, a pompujące wściekle dynamiczny electro rap produkcje Feadza są od siebie nieodróżnialne, ale jak słusznie kwituje Chris Nelson (blog Lemon-Red): ”„Każdy chciał usłyszeć osiemnastolatkę, która w pierwszej piosence przynajmniej kilkanaście razy oznajmia 'I'm ready to fuck'”.

Hipernowoczesny crossover
Nie jest przypadkiem, że jeden z singli Uffie wydała kolejna paryska wytwórnia nowej generacji – Arcade Mode. Jej nakładem w ubiegłym roku ukazało się co najmniej kilka płyt, które będą kiedyś klasyczne dla nowo wykluwającego się ruchu. Pozycją taką jest bez wątpienia Epiphanie, sygnowany przez artystę ukrywającego się pod pseudonimem Para One. Muzyczne szlify zdobywał od 14 roku życia, uczestnicząc w lokalnych hiphopowych składach i produkując instrumentale dla arabskich i włoskich kumpli z sąsiedztwa. – Najtwardsze bity były po prostu kwestią przetrwania, nie można było słodzić i zmiękczać. Publika była przyzwyczajona do didżejów grających ciężki funk w stylu Maceo. Może bym w tym kompletnie ugrzązł, gdyby nie kuzyn, który na początku lat 90. zasilał mnie solidnym strumieniem techno, house'u, a nawet eurodance’u. Pozostał zresztą wierny tym klimatom, bo dziś prowadzi label Initial Cuts – powiedział artysta.
Arcade Mode, współpracując z siostrzanym Institubes, wydawał w 2006 roku płyty, które – nawet jeśli mogły zostać trochę przeoczone w natłoku produktów – mają poważne szanse na załapanie się do kanonu hipernowoczesnej, bogatej w cytaty i stylistyczne zapożyczenia, muzyki crossover. Z pewnością dotyczy to od dawna innowatorów francuskiego hip hopu – TTC oraz ich nowo ujawniających się wariacji w postaci Cuizinier, Tacteel i Teki Latexa. Bacznie obserwowany jest mający na koncie trzy single i aktywny na polu remiksów (Kate Wax, Justine Electra, Klaxons, Boys Noize etc.) Surkin, który z polotem łączy oldskulowy rave z estetyką ghettotech. Wiele również mówi się o takich artystach, jak Yuksek, czy John B. Rambo – autorze najbardziej eklektycznych mixtape'ów świata.
Wygląda na to, że francuska scena obudziła się z trwającego dość długo letargu z potężnym przytupem, jak na potomków galijskich wojów przystało. W odróżnieniu do nich, nowi bohaterzy nie żyją jednak na odciętym przyczółku, a jeśli już kogoś biją, to tylko pogrążoną w stylistycznych marazmach „branżę” muzyczną.

Tekst: Jacek Staniszewski